Dominik Włoch jest pedagogiem resocjalizacyjnym, terapeutą manualnym, trenerem twórczego myślenia. Przez rok był wolontariuszem w misji salezjańskiej na Madagaskarze.

       Odkrywanie przez niego cudów w codzienności, do czego zachęca też czytelnika, dotyczy jednak głównie tych, które go spotykały podczas licznych pieszych pielgrzymek do Santiago de Compostela, Jerozolimy, Rzymu, Medjugorie, Asyżu, a także w Polsce, w różnych okresach życia.
       Dla autora cud to: "zaplanowany przez Boga zbieg okoliczności”, który wymaga zazwyczaj szczerej, żarliwej modlitwy, a życie „ jest jak chodzenie po ciemnym pokoju z zamkniętymi oczami.(…) Każdy z nas ma swojego Anioła Stróża. Każdy z nas ma swojego patrona. To od nas zależy. Czy przyjmiemy udzielaną przez nich pomoc”.
       Narrator, młody człowiek, którym jest autor, sprawy zarówno poważne, jak i drobniejsze powierza Bogu i różnym świętym, zwracając się do Nich w ufnej modlitwie. Po wieloletnich pielgrzymkach do Częstochowy, podczas pielgrzymki do Santiago de Compostela zakochuje się w pielgrzymowaniu i odkrywa swe powołanie- drogę… Pielgrzymuje w towarzystwie innych, również sam, na przykład do Jerozolimy, gdzie wyrusza z 50 dolarami, plecakiem i namiotem; potem dołącza do niego młodszy brat.
       Niejednokrotnie podczas wędrówki zostawał bez pieniędzy, jedzenia, picia, dachu nad głową… Trzeba jednak przyznać, że autor posiada silną, żywą wiarę. Praktycznie nigdy w sytuacjach krańcowych nie załamuje się; bywały też takie chwile, że potrafił pokłócić się z Panem Bogiem, dlaczego Stwórca nie działa szybko…
       W swoim dzienniku cofa się w przeszłość, powraca pamięcią do niedawno odbytych podróży, jak i czasów maturalnych, studenckich.
       Bardzo podoba mi się rozpoczynanie rozdziałów wybranymi fragmentami Pisma Świętego, które okazują się trafną ilustracją do przywoływanych przez autora wspomnień z pielgrzymek. Również w rozdziale pt.: „ Pielgrzymka przez życie" pojawiają się modlitwy, którymi zwracał się do różnych świętych w szczególnych sytuacjach swojego życia.
       Z pozoru mała książeczka,  z ciekawą szatą graficzną wydawać by się mogła niewielkim przyczynkiem w obfitej literaturze religijnej. Tymczasem „ Małe cuda Boga” wydają się być ważną pozycją na rynku wydawniczym, bowiem ich autor EWANGELIZUJE czytelnika, przypominając, abyśmy wielbili Boga za wszystko, co nas spotyka każdego dnia; w drugiej kolejności zwracali się do Pana z prośbami, pozwalając Bogu działać w nas samych.
       Zbliżają się wakacje, na które warto zabrać ze sobą tę kapitalną lekturę, którą niewątpliwie zachwycą się i starsi, i młodzi czytelnicy.  Naprawdę budzi ona radość w sercu, a w końcu my katolicy powinniśmy być pełni optymizmu i ufności w Panu. Miłej lektury życzę!