Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów. A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: Bóg z nami. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie.

 

Nigdy w życiu nie śnił mi się anioł!... Mało tego, nigdy we śnie nie otrzymałem żadnego polecenia, abym zrobił tak lub inaczej. Zresztą nawet gdyby coś takiego mi się przyśniło, to pewnie pomyślałbym zgodnie z przysłowiem: „Bóg – wiara, sen – mara”. Ale Józef inaczej podszedł do objawienia, które otrzymał we śnie.

A musiał czuć się niewiarygodnie w sytuacji, gdy okazało się, że jego żona jest w ciąży i to nie z nim! Zgodnie z prawem żydowskim miał prawo wydać Marię na ukamienowanie za cudzołóstwo, ale zbyt mocno ją kochał. Powziął wtedy myśl, że oddali ją potajemnie, zanim sąsiedzi zorientują się w sytuacji. I wtedy miał ten dziwny sen. Usłyszał w nim słowa anioła „nie bój się wziąć do siebie Maryi twej małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w niej poczęło...”

I najważniejsze w tym wszystkim jest to, że Józef uwierzył w to słowo i wypełnił je. Ależ trzeba mieć wiarę i jak mocno trzeba kochać, aby pokonać wszystkie swoje wątpliwości i strach przed opinią innych. Józef uwierzył aniołowi i przestał się bać.