Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym się tobie odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych”.

 

Dzisiejszy fragment Ewangelii prowokuje do zadania sobie pytania o szczęście: czym ono jest i czy jestem szczęśliwy?

Szczęście, czyli spełnienie, coś, co daje satysfakcję, jakoś podnosi – myślę, że właśnie tak będzie je rozumieć większość z nas. Oczywiście zasadniczą różnicę wprowadzać będzie to, co każdemu z nas da tę satysfakcję i spełnienie.

Jezus wskazuje na bezinteresowność, na zwrócenie się ku drugiemu i to temu ubogiemu, najuboższemu. Trudne to, bo mamy zwyczaj odwzajemniać przyjemności jakich doznajemy, bo wypada, bo tak należy, by nie mieć poczucia winy, że "on coś mi dał, a ja nie mam co mu dać". Sztuką jest się dzielić bez pragnienia otrzymania z tego tytułu jakichkolwiek profitów, ale i przyjąć radośnie, właśnie bez poczucia winy.

Czy jestem szczęśliwy? Jeśli przejdę od swojej do Jezusowej definicji i zacznę nią żyć, to wierzę, że mam na to ogromną szansę. Wszyscy ją mamy...