Jezus powiedział do swoich apostołów: „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadani wam, nie utraci swojej nagrody”. Gdy Jezus skończył dawać te wskazania dwunastu swoim uczniom, odszedł stamtąd, aby nauczać i głosić Ewangelię w ich miastach.

 

Czytając dzisiejsze słowo, kolejny raz przekonuję się o bezkompromisowości nauki Jezusowej. Dziś zastanawiam się, gdzie w moim życiu idę na ugodę, odpuszczam, macham ręką, by się nie narazić, nie urazić kogoś – odsuwając na bok Ewangelię... Widzę, że takie postępowanie nie jest dobrym rozwiązaniem.

Chrystus oczekuje ciągle tolerancji, szacunku i miłości dla człowieka, ale i całkowitego jej braku dla zła, nawet kosztem odrzucenia, ośmieszenia, lekceważenia, a nawet prześladowania. Niech zatem Prawda, którą głosimy słowem i życiem jako uczniowie Pana, będzie ważniejsza niż jakiekolwiek partykularne interesy i pseudopokora, bo do tego jesteśmy powołani, jak kiedyś apostołowie.

Proszę Cię, Panie Jezu, o więcej odwagi!