Gdy nadszedł czas, posłał do rolników sługę, by odebrał od nich należną część plonów winnicy. Ci chwycili go, obili i odprawili z niczym. Wtedy posłał do nich drugiego sługę; lecz i tego zranili w głowę i znieważyli. Posłał jeszcze jednego, i tego zabili. I posłał wielu innych, z których jednych obili, drugich pozabijali. Miał jeszcze jednego – umiłowanego syna. Posłał go do nich jako ostatniego, bo mówił sobie: „Uszanują mojego syna”. Lecz owi rolnicy mówili między sobą: „To jest dziedzic. Chodźcie, zabijmy go, a dziedzictwo będzie nasze”. I chwyciwszy, zabili go i wyrzucili z winnicy. Cóż uczyni właściciel winnicy? Przyjdzie i wytraci rolników, a winnicę odda innym. Nie czytaliście tych słów w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach”. I starali się Go ująć, lecz bali się tłumu. Zrozumieli bowiem, że przeciw nim opowiedział tę przypowieść. Pozostawili Go więc i odeszli.

 

Wielka alegoria wyłania się z dzisiejszej Ewangelii. Bóg – gospodarz, wysyła do swej winnicy – kościoła, swoich wysłanników – kapłanów. Ci jednak zostają zabici przez pracowników winnicy – ludzi. Zatwardziałe są ludzkie serca, nieczułe na Boże Słowa. Uszanowali ludzie Bożego Syna? Wydali Go na śmierć, mimo że ich nauczał, uzdrawiał, rozmnożył pokarm….

Bóg oddał nam wszystko, co miał, nawet Swego Jedynego Syna, a co my robimy z tą miłością? Umiemy choć podziękować?

Żydzi rozumieli, że Jezus mówi do nich i o nich. Ale chcieli ziemskiej sprawiedliwości, która nie jest taka, jak Boża sprawiedliwość. Bóg wziął na siebie przekleństwo grzechu. Boża sprawiedliwość ocala, a nie zabija.

Bóg i do nas posyła swoje sługi, jak ich przyjmuję? Czy próbuję usłyszeć głos Boga w moim sercu?