Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, z tego, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz został posłany, aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: «Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie». Z Jego pełności wszyscy otrzymaliśmy – łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało dane za pośrednictwem Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział; ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.

 

Bóg – od zawsze bliski…

Myśliciele starożytni przez całe wieki własnym wysiłkiem i na mocy swoich zdolności chcieli zbliżyć się do bytu boskiego, poznać go… Ostatecznie Arystoteles stwierdza, że z powodu zbyt wielkiej doskonałości bóstwa a małości człowieka niemożliwa jest przyjaźń między nimi…

I mają rację filozofowie – człowiek o własnych siłach nie jest w stanie zbliżyć się do Boga. Wie o tym sam Bóg. Dlatego inicjatywa wychodzi od NIEGO. Bóg zaskakuje ludzkość, sam szuka człowieka, umniejsza się, upodabnia do nas, staje się ludzki, po ludzku przemawia. Pociąga nas do siebie więzami miłości… Bóg osobiście szuka nas przez Jezusa, którego posyła na świat. „Wielokrotnie przemawiał Bóg przez proroków, ale ostatecznie przemówił przez swojego Syna" (por. Hbr 1, 1–6). "Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego dał (…), aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). To poszukiwanie nas jeszcze trwa, ciągle trwa… Przyjście Jezusa na świat jest poszukiwaniem Ciebie i mnie, by nas obdarować Miłością Bożą. 

Bóg – poszukujący człowieka

W Kafarnaum, gdzie Jezus powoływał swoich uczniów, pielgrzymi mogą oglądać rzeźbę leżącego na ławce żebraka. Jakiś bezdomny… Ale gdy się podejdzie do niego, widać na stopach ślady po gwoździach… Jezus na ławce śpi jako bezdomny. Ciągle nie ma dla Niego miejsca w domach, w gospodzie, na świecie… Bóg chce nas usynowić, ale Jego oferta jest odrzucana. Przyzwyczajeni jesteśmy do obrazu Jezusa pukającego do drzwi „Oto stoję u drzwi i kołaczę, jeśli kto usłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną”. Czyżby dziś Jezus już nie pukał? Dziś ten, kto puka do drzwi, jest niemile widziany. Trzeba wcześniej zatelefonować, trzeba się umówić. Ale kto się umówi z takim bezdomnym, który nie tylko chce wejść do domu, ale też zająć całe serce… Może dlatego leży na ławce, zawinięty z zimna w habit z kapturem na głowie, boi się zapukać. Bóg bezradny wobec ludzkiej wolności…?

Bóg stworzył wszechświat, ale gdy przyszedł na ten świat, nie ma gdzie głowy oprzeć do snu… Najpierw przegnany z gospody, potem ucieka przed władzą… Kiedyś filozofowie szukali dróg do Niego, dziś postmodernistyczne ideologie wymazują nawet dowody. Kiedyś Mędrcy szukali Jego obecności, by Go uszanować, oddać pokłon, a dziś ideologowie zacierają po Nim nawet ślady… Kiedyś przez św. Faustynę mówił, że Polskę szczególnie umiłował, a dziś w Polsce usłyszał, że powinien być wyabortowany. Wielu dziś abortuje Boga z serca, z sumienia, z Europy…

Mimo tej konformistycznej apostazji Bóg cichutko stoi u drzwi ludzkiego serca i nadal szepcze: „Posłuchajcie mnie (…). Noszeni przeze Mnie od urodzenia, piastowani od przyjścia na świat. Aż do waszej starości Ja będę ten sam i aż do siwizny Ja was podtrzymam. Ja tak czyniłem i Ja nadal noszę. Ja też podtrzymam i was ocalę” (Iz 46, 4).

„Łaską jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga (…)” (Ef 2, 8).

„Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z Tobą, i gdy przez rzeki nie zatopią ciebie. Gdy pójdziesz przez ogień, nie spalisz się i nie strawi cię płomień” (Iz 43, 2).

„Umiłowałem cię odwieczną miłością, dlatego zachowuję dla ciebie łaskawość”.

Znający nas lepiej niż my sami… 

„Ty mnie przenikasz i znasz mnie, Panie,
z daleka przenikasz moje zamysły…
wszystkie moje drogi są Ci znane
Ty ogarniasz mnie zewsząd…
Ps 139

Bóg troskliwy

W Italii w nadmorskiej Follonice przeżyłem niezwykłe spotkanie ze starym Włochem. Gdy starzec dowiedział się, że ksiądz z Polski posługuje w jednej z parafii, przyjechał, by poprosić o rozmowę… Rozpoczął ze łzami w oczach tymi słowami: Padre, ty jesteś z Polski, proszę podziękuj Polakom… Kiedy podczas wojny Niemcy przetrzymywali nas w obozie na terenie Polski, zbliżało się Boże Narodzenie. My w zimnym lochu, głodni, stęsknieni za domem, marzyliśmy, aby choć w Wigilię zjeść kawałek chleba. Nadszedł wigilijny wieczór, nagle przez rozbite okno usłyszeliśmy wasz specyficzny, szczebioczący język. Dobrzy ludzie nie potrafili w wigilijny wieczór cieszyć się rodziną, wiedząc, że w więzieniu ludzie umierają z głodu. Polacy, narażając życie, przeskoczyli przez ogrodzenie i przynieśli chleb… Z ciemności wyłoniły się ręce, które podawały nam chleb. Proszę księdza, te ręce to były ręce Boga, który przez Polaków podawał nam chleb. PROSZĘ, podziękuj Polakom za ten chleb, podziękuj za te dobre ręce…

Bóg znajdzie sposób, aby pomóc, aby okazać swą bliskość, w każdych czasach i każdemu, kto w Nim pokłada nadzieję…

„Bądź mocny i mężny! Nie bój się i nie lękaj się, bo Pan Bóg twój będzie z tobą wszędzie, dokądkolwiek pójdziesz” (Jz 1, 9).

„Aż do waszej starości Ja będę ten sam i aż do siwizny Ja was podtrzymam” (Iz 43, 4).