Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie». Wówczas niektórzy z Jego uczniów mówili między sobą: «Cóż to znaczy, co nam mówi: „Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie”; oraz: „Idę do Ojca”?». Mówili więc: «Cóż znaczy ta chwila, o której mówi? Nie rozumiemy tego, co powiada». Jezus poznał, że chcieli Go pytać, i rzekł do nich: «Pytacie się jeden drugiego o to, że powiedziałem: „Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie?”. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość».

 

Jestem nauczycielem i ta scena z dzisiejszej Ewangelii wydaje mi się bardzo znajoma, jakby żywcem wzięta ze szkolnej rzeczywistości. Oto uczniowie i nauczyciel – nauczyciel coś tłumaczy, o czymś opowiada, a uczniowie udają, że wszystko rozumieją, bojąc się zapytać. Wyobrażam sobie, jak to musiało wyglądać. Szturchający się nawzajem Apostołowie, chcący wytypować jednego, który zada pytanie Jezusowi. Żaden nie chciał zapytać. Może onieśmieliła ich mądrość Jezusa? Może nie chcieli wyjść na mało rozgarniętych? Może po prostu się wstydzili? Na szczęście Jezus poznał, że mają pytania i z cierpliwością, po raz kolejny tłumaczył, o co chodzi. 

Z wiekiem tracimy łatwość zadawania pytań najprostszych, uważamy, że nie wypada pytać o niektóre rzeczy. A dzisiejsza Ewangelia jest dla mnie właśnie zachętą do pytania, nawet o te rzeczy najprostsze, nawet jeśli wydaje mi się, że moje pytania są głupie. Jezus nie zniechęca się pytaniami, odpowiada z cierpliwością.