W odróżnieniu od przysłowiowych „różowych okularów” świat obserwowany przez te „Boże” nie przybiera cukierkowych, nierealnych barw. Można za to przez nie zobaczyć – czego sama doświadczyłam – o wiele więcej, niż potrafią dostrzec ludzkie oczy. Ale zacznę od początku…

O Dniu Dziecka Utraconego, który przypada właśnie na 15 października, dowiedziałam się niespełna dwa lata temu, kiedy w połowie ciąży straciłam córeczkę. Jestem wdzięczna Bogu, że miałam możliwość pożegnać się z nią i godnie pochować. Minął dzień pogrzebu, mijały kolejne dni, a cierpienie, brak nadziei i tęsknota coraz bardziej odbierał siły. W pamięci zapadł mi szczególnie pewien wtorkowy wieczór, kiedy to przejeżdżałam obok mojego parafialnego kościoła, w którym właśnie odbywała się comiesięczna modlitwa uwielbieniowa o uzdrowienie i uwolnienie. Chociaż nie docierały do mnie głosy ze świątyni, domyślałam się, co tam się dzieje – wcześniej uczestniczyłam w podobnych modlitwach wiele razy. Tego wieczoru nie zdecydowałam się dołączyć do wspólnoty – przecież wiedziałam, co tam usłyszę, a sprostać temu wydawało się być wysiłkiem ponad miarę…

„Uwielbiajmy Pana w każdej chwili naszego życia! On jest Panem wszystkiego, co istnieje; On jest Panem życia i śmierci!” Te słowa padały w czasie każdego uwielbienia, w którym uczestniczyłam. Piękne, pełne prawdy wezwanie, które przy dźwiękach melodii wygrywanej przez diakonię muzyczną unoszą duszę ku niebu, a wszystko po to, aby wielbić Pana. Kto uczestniczył kiedykolwiek w takiej modlitwie, ten wie, o co chodzi. „Uwielbiajmy Pana w każdej chwili naszego życia. W każdej chwili!” Przed śmiercią córki nie zatrzymywałam się dłużej nad tym wezwaniem. Uwielbienie wypływało z ust, z serca tak prosto, tak bezboleśnie. To przecież takie oczywiste, że kochający Pana pragnie Go zawsze uwielbiać, szczególnie wtedy, kiedy – pełen nadziei – prosi Go o pomoc, lub kiedy – wypełniony wdzięcznością – dziękuje za łaski. Ale… życie przynosi też chwile najgorsze z najgorszych, pełne łez, cierpienia i pewności, że nadziei już nie ma. Jak w takich chwilach uwielbiać Boga? Nie odpowiem na to pytanie, bo nie wiem… Tylko On wie jak i tylko On wskaże właściwy sposób każdemu człowiekowi z osobna.

Długo trwało, zanim szczerze wypowiedziałam: „Chcę Cię uwielbiać Panie w tym, co się właśnie wydarzyło w moim życiu”. Pan jest królem wszystkiego, co istnieje, również tego, co odbiera siły duszy i ciału, więc tylko On może rozkazać temu wszystkiemu, aby odeszło. On jest Panem życia i śmierci. Tylko On, i nikt inny, potrafi przemienić każdą, nawet najboleśniejszą stratę w błogosławieństwo, w dobro. To są Jego Boże okulary – tak to sobie nazwałam. Uczyniwszy Go Królem chwil, w których brak nadziei, zaczęłam przez nie dostrzegać o wiele więcej, niż pokazywały mi zamglone cierpieniem oczy. A to był dopiero początek…

Błogosławieństwo nadeszło z czasem i wymagało też ludzkiego wkładu. O tym, co nas spotkało zaczęliśmy z mężem rozmawiać ze znajomymi, którzy również doświadczyli straty nienarodzonego dziecka. Niektórzy z nich mieli możliwość pochowania swego dziecka, inni nie… Narodziło się między nami pragnienie, aby wszystkie zmarłe przed narodzeniem dzieci - te pozostawione w szpitalach, w naszym mieście - mogły mieć godny pochówek. Wspólne działanie (Boga i ludzi) zaowocowało i jestem pewna, że są to Boże, błogosławione owoce. Tego roku odbędzie się już drugi pochówek dzieci utraconych w Tarnowie. Do tego zostanie odsłonięte Miejsce Pamięci, tak ważne dla tych rodziców, którzy nie mają gdzie celebrować pamięci o swym utraconym dziecku. To wszystko Jego dzieło. Tylko On potrafi każde cierpienie przemienić w błogosławieństwo!

A wracając do daty 15 października… Zaintrygowało mnie, dlaczego właśnie ten dzień w roku poświęcony jest pamięci dzieci utraconych? Okazało się, że jeśli ciąża trwałaby od początku roku, to zakończyłaby się właśnie 15 października. Początkowo zezłościł mnie ten zamysł. Kto to wymyślił? Czy to nie paradoks, że dzień dziecka utraconego jest obchodzony w dniu, który w założeniu jest terminem porodu? Jak tu logicznie, z perspektywy tego świata połączyć narodziny dziecka z jego stratą? Buntowałam się na ten stan rzeczy, dopóki przypadkiem nie natknęłam się na świadectwo mamy, która opowiadała o dniu, kiedy – po 20 minutach życia na tym świecie - jej dzieciątko narodziło się dla nieba…

Spojrzenie przez Boże okulary: 15 października – Dzień Dziecka Narodzonego Dla Nieba. Ileż tu nadziei, którą można doznawać nawet przy całej goryczy łez tęsknoty. Oto perspektywa Pana życia i śmierci!