Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich. Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

 

Skóra pokryta trądem, rozdarte szaty, potargane włosy. Wrak człowieka. Spisany na straty. Podchodzi do Jezusa i mówi: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Myślę, że to zdanie wcale nie trąci zniechęceniem, ani brakiem wiary w to, że Jezus może go uzdrowić. Ten człowiek przyznaje, że Bóg ma prawo nie wysłuchać jego modlitwy. Wierzę, że ta wewnętrzna wolność, którą miał ten człowiek, głęboko poruszyła serce Jezusa. On już tak naprawdę jest uzdrowiony wewnętrznie i ma w sobie Ducha Świętego, bo „gdzie jest Duch Pański – tam wolność”. (2 Kor 3,17)

Bądź wola Twoja – codzienne powtarzane w modlitwie „Ojcze nasz” najbardziej chwyta Boga za serce. Słyszałem kiedyś komentarz do słów modlitwy Pańskiej: „Nie mów bądź wola Twoja, jeśli nie akceptujesz jej, gdy cierpisz”. Ten człowiek ma w sobie akceptację, podczas gdy inni go odrzucają. Zadziwiające! Kto tu tak naprawdę potrzebuje uzdrowienia? Trędowaty czy otaczający go ludzie?