Jezus począł czynić wyrzuty miastom, w których najwięcej Jego cudów się dokonało, że się nie nawróciły. Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły. Toteż powiadam wam: Tyrowi i Sydonowi lżej będzie w dzień sądu niż wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. Bo gdyby w Sodomie działy się cuda, które się w tobie dokonały, zostałaby aż do dnia dzisiejszego. Toteż powiadam wam: Ziemi sodomskiej lżej będzie w dzień sądu niż tobie.

 

Korozain, Betsaida, Kafarnaum… Trzy miasta, których ruiny do dziś dnia jakby powtarzają echo przekleństwa Chrystusa. Wypowiedział je nad nimi dlatego, że ani Jego nauka, ani Jego cuda nie skłoniły ich do żalu, do zmiany życia.

I wyobraźmy sobie, że zamiast Korozain, Betsaidy i Kafarnaum wypowiedział nasze imię złączone z owym mrożącym krew w żyłach: Biada! Nie myślmy, że to jest niemożliwe. Zastanówmy się chwilę nad sobą. Co zrobiliśmy z napomnieniami rodziców, przełożonych i przyjaciół? Co zrobiliśmy z tymi, które pojawiły się przy spotkaniu ze słowem Bożym? Najczęściej przyjmowaliśmy je jako obowiązkowe do wysłuchania… Nic więcej.

A co uczyniliśmy ze spowiedzi? Może ekspresową pralnię, gdzie w ciągu kilku minut chcemy doprowadzić do porządku długą przeszłość, ale bez troski o poprawienie siebie, bez wkładania wysiłku…

Ale Chrystus mimo to stale jeszcze cierpliwie obchodzi mury, którymi zabezpieczyliśmy swoje serce przed Nim. Dowodem tej Jego troski o nas jest także i to słowo…