Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: "W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: „Obroń mnie przed moim przeciwnikiem”. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: „Chociaż Boga się nie boję ani się z ludźmi nie liczę, to jednak ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie”. I Pan dodał: "Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?".

 

Nieraz chcielibyśmy, żeby doba trwała o kilka godzin dłużej, niż te nieprzekraczalne 24 godziny. Bo czasu byłoby wtedy w sam raz na tę jeszcze jedną, dwie sprawy, których nie udało się dziś załatwić. Brak czasu – tak właśnie usprawiedliwiamy często nasze inne braki.

Często też tłumaczymy się, że nie znalazła się nawet chwila na modlitwę, chwila dla Pana Boga, a nawet chwila najcenniejsza w rozrachunku zysków i strat czasowych – chwila dla nas…

Tymczasem Jezus mówi, że zawsze powinniśmy się modlić i nie ustawać w tej czynności. Co to za modlitwa, która trwa nieustannie, a jednocześnie nie odciąga nas od koniecznych prac, nie rozprasza, nie pozbawia kontaktu z rzeczywistością? Przyzwyczailiśmy się modlitwą nazywać jedynie „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo” itd., a tymczasem to są narzędzia, dzięki którym mamy nauczyć się modlitwy serca… I tak jak bijące serce jest oznaką życia, podobnie i nasza modlitwa ma w nas tętnić i być oznaką życia – prawdziwego, w Bogu.