Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych”.

 

Czasowniki przecież nie są ani dobre, ani złe! Po prostu są i opisują rzeczywistość. Nie można im przypisywać wartości pozytywnej czy negatywnej. Zawsze powinny być adekwatne do stanu, który opisują. Zgoda, ale są takie cztery czasowniki w kolejnym dniu adwentowym, które opisują działanie Boga do czasu Jego paruzji. One są jak balsam dla naszego serca, serca, które bardziej czy mniej jest głodne, błąka się, szuka i pragnie.

Bóg objawia się więc jako pasterz, który: „pasie,” czyli karmi owce, „gromadzi” razem, „nosi na swej piersi”, „prowadzi łagodnie” (Iz 40,11). Zanim przyjdzie jako sędzia, objawia swoją dobroć wobec narodu wybranego i całego świata.

Jezusowa troska o nas, to najhojniejsze przedłużenie ramienia Ojca. Pan sam mówi o sobie: „zostawiam dziewięćdziesiąt”, „poszukuję” jednej, „odnajduję” i „cieszę się” z odnalezionej. (Mt 18,12-14)

Kto uznaje swoje zagubienie i pozwala się przytulić do Jedynego Serca, może z ufnością czekać paruzji i sądu: odkryje bowiem radosne oblicze Pasterza i swoją bliskość, którą świadomie wybrał.