Jezus i Jego uczniowie przemierzali Galileę, On jednak nie chciał, żeby ktoś o tym wiedział. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: "Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity, po trzech dniach zmartwychwstanie". Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać. Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był już w domu, zapytał ich: "O czym to rozprawialiście w drodze?" Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: "Jeśli ktoś chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich". Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: "Kto jedno z tych dzieci przyjmuje w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał".

 

Człowiekiem od wieków targają żądze "bycia", pożądania, zdobywania. Nie ustrzegli się ich nawet apostołowie, mając obok siebie Boga. To i nasza przywara, że ciągle zapominamy, jaki jest prawdziwy cel i sens naszego życia. Niełatwo być pierwszym, czyli przewodzić, dawać przykład, stać się liderem, będąc sługą wszystkich, z niewinnością i słabością dziecka.

To jednak możliwe – spotkałem w swoim życiu kilka takich autorytetów, ludzi o nieposzlakowanej opinii z ogromną wiedzą i doświadczeniem, a jednocześnie skromnych i pełnych życzliwości. Zrozumiałem, że w pracy, w domu, na arenie sportowej musisz znać swoją wartość płynącą z dziedzictwa Bożego i zrozumieć to, czego apostołowie w swojej podróży po Galilei kompletnie nie zrozumieli: że Bóg zbudował swoją potęgę i autorytet przez pokorę i miłość, aż po krzyż, a przede wszystkim wierność składanym obietnicom.

Postaraj się w swojej podróży przez życie zrozumieć te słowa Chrystusa o śmierci z miłości do Ciebie i Zmartwychwstaniu. Pytaj nieustannie, kiedy tylko tego nie czujesz, a jestem przekonany, że mimo ambicji, chęci dominowania, potrzeby bycia słuchanym, dasz radę być jak przywołane w dzisiejszej perykopie dziecko!