Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc u Niego to wszystko?" I powątpiewali o Nim. A Jezus rzekł do nich: "Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony". I niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa.

 

Moja wiara nie tylko w sercu, nie tylko w sumieniu, ale w moim domu rodzinnym. Łatwo jest wierzyć w kościele, gdy ksiądz woła do modlitwy, gdy siedzi w konfesjonale, gdy Jezus jest na wyciągnięcie ręki. A gdy opuścimy mury kościelne, jak zrobimy znak krzyża wodą święconą, to co dalej?

Chrystus przychodzi wówczas do swego domu rodzinnego. Dom rodzinny to twoja codzienność, twoja rodzina, twoje słowa, twoje zachowanie, twój wolny czas, spotkania z bliskimi, rozmowy od rana do wieczora, gdy przychodzę zmęczony po pracy do tych, których kocham, również i to wszystko, co cię pogrąża, z czym masz trudności. Jezus przyszedł do swego, twego domu rodzinnego i chciał dokonać cudu, powiedzieć parę Bożych słów.

Zdumieni byli, bo po co to On mówi do nas, co znów chce? Wystarczy nam ten Jezus kościelny, tam za kratami, gdy siedzi zamknięty w Tabernakulum. A on jednak ciągle przychodzi nie tylko do naszego serca, ale pragnie, by drzwi naszych domów rodzinnych przed Nim otworzyć. Czy może być dzisiaj Chrystus lekceważony? A może i ja dzisiaj lekceważę Jezusa? Co przed Nim ukrywam? Co mi się nie podoba dzisiaj w Chrystusie. Taka jest nasza wiara. Jaka wiara, taki cud!