Gdy dopełnił się czas Jego wzięcia [z tego świata], postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: "Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?" Lecz On odwróciwszy się zabronił im. I udali się do innego miasteczka. A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: "Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz!" Jezus mu odpowiedział: "Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć". Do innego rzekł: "Pójdź za Mną!" Ten zaś odpowiedział: "Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca!" Odparł mu: "Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże!" Jeszcze inny rzekł: "Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu!" Jezus mu odpowiedział: "Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego".

Czy poważnie traktuję słowa Chrystusa - „ Pójdź za Mną”?

Jaka jest dla mnie konotacja tego ważnego czasownika – "pójdź"…?

Czy w związku z odpowiedzią na poprzednie pytanie podążam za Jezusem, opuszczam jakieś miejsce, nie żałuję, że coś zostawiam?...

Czy jestem w drodze?...

Czy umiem podejmować dobre decyzje, nie bolejąc nad pozorną stratą?

 

„Gdy wielki człowiek usłyszy Drogę, natychmiast zaczyna wcielać ją w życie.

Gdy normalny człowiek usłyszy Drogę, w połowie jej wierzy, a w połowie wątpi.

Gdy głupi człowiek usłyszy Drogę, śmieje się z niej głośno”.

 

Panie Jezu, nie jest łatwo iść za Tobą, dlatego proszę Cię o łaskę przymnożenia wiary. Duchu Święty, przyjdź, prowadź mnie drogą naśladowania życia Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Bądź uwielbiony, Ojcze, Synu i Duchu Święty. Amen.