Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów, jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza: „Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego; każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi. I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże”.

 

Kto spędził choć jeden dzień na pustyni wie, jak cennym w takim miejscu jest choćby skrawek zacienionego miejsca. Pierwsze czytanie, ukazuje nam niewzruszoną miłość Boga do ludu wybranego. Miłość, która sprawia, że na miejscu pustynnym wyrosną drzewa i lasy tylko po to by przynieść wyczekiwany cień umiłowanemu Izraelowi. Nie o pustynny cień jednak chodzi prorokowi, ale o coś znacznie większego i ważniejszego. Nieustanie nawołuje o miłości Boga do swego umiłowanego narodu. Obwieszcza koniec niepowodzeń, zapowiada koronę zwycięstwa, która możliwa jest jedynie w Bogu.

Przejmujące są słowa proroka, który woła: „Złóż, Jeruzalem, szatę smutku i utrapienia swego, a przywdziej wspaniałe szaty chwały, dane ci na zawsze przez Pana. Oblecz się płaszczem sprawiedliwości pochodzącej od Boga, włóż na głowę swą koronę chwały Przedwiecznego!” (Ba 5, 1). W tych słowach nie chodzi tylko o umiłowany Izrael, Bóg przez proroka chce pokazać całemu światu, wszystkim ludom, jak bardzo umiłował ten naród. Kolejny wers jasno o tym mówi: „Bóg chce pokazać twoją wspaniałość wszystkiemu, co jest pod niebem” (Ba 5, 3).

Jerozolima w tym czasie jest całkowicie zniszczona, mury zburzone, jej mieszkańcy wygnani. Boży prorok nawołuje do odnowienia świętego miasta. Czy jest to możliwe? Czy droga przez pustynię jest do przejścia? Czy znajdzie się ktoś odważny, aby wyruszyć w pustynną wędrówkę do miejsca tak bardzo umiłowanego przez Boga, a przecież wciąż zrujnowanego przez grzech człowieka? Nieustannie prorok nawołuje: „Podnieś się Jeruzalem”, „Bóg o tobie pamięta” i zacienia pustynię, byś powracając znalazł potrzebny cień dla odpoczynku i regeneracji sił w swej wędrówce. 

Drugie czytanie opowiada o innym ważnym powrocie, który nastąpi na końcu czasów. Św. Paweł nawołuje do gotowości na dzień Chrystusa, który zstąpi z nieba, by zabrać wybranych do domu Ojca. Pisząc do Filipian Paweł podobnie jak prorok Baruch zachęca współwierzących, aby z radością angażowali się w dzieło Ewangelizacji, aby doskonalili się w miłości i poznaniu Pana. 

I wreszcie dochodzimy do Ewangelii. Na pierwszej linii widzimy Jana, który obchodzi okolice swego zamieszkania by głosić konieczność nawrócenia. Na swój sposób Jan jest pierwszym ewangelizatorem. Przejmujące są przytaczane przez niego wersy z proroka Izajasza „Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego; każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi. I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże” (Łk 3, 5-6). Wołanie Izajasza wypowiedziane ustami Jana dotyka słuchaczy na różne sposoby. 

W życiu ludzkim tak już jest, że pewne ważne sprawy wymagają odpowiedniego przygotowania. Nie można pewnych spraw zostawić samym sobie. Często niestety, myślimy w kategoriach „jakoś będzie”, „ułoży się”, „trzeba poczekać”, itp. W takim myśleniu nie ma miłości, nie ma troski o dobro swoje i innych. Co by było, gdyby Bóg powiedział „Poczekam” i zobaczę co stanie się z Izraelem? Niestety często właśnie działamy wedle takiego mechanizmu. Sparaliżowani lękiem, podszyci pychą, zaspani, zniechęceni, zwyczajnie „niedziałamy” naiwnie oczekując, że „samo się coś zrobi”, lub że „inni wezmą odpowiedzialność”.

Bóg jest inny, pełen pasji do człowieka, jak obwieścił prorok Baruch „postanowił Bóg zniżyć każdą górę wysoką, pagórki odwieczne, doły zasypać do zrównania z ziemią, aby bezpiecznie mógł kroczyć Izrael w chwale Pana” (Ba 1, 7). Ten który kocha, czyni wszystko, aby się dobrze przygotować na spotkanie. Ten który kocha „prostuje ścieżki” by szybciej dotrzeć do tego, którego kocha.

Adwent to czas oczekiwania na przyjście Zbawiciela. Ten który przyjdzie, narodzi się nie tylko dla całego narodu, ale dla każdego z nas z osobna. Bóg wyrównuje ścieżkę do serca każdego z nas bardzo osobiście i wzywa nas do tego samego. Jan wzywa nas do działania, do aktywnego podjęcia odpowiedzialności za swoje życie, za swoje tu i teraz. Oczekiwanie na Pana, nie jest biernością. Jakże często w życiu zachowujemy się jak przywiązany do słupka pies, który czeka, że przyjdzie ktoś i go odwiąże. Jakże często przywiązujemy siebie i innych do bierności. Kochamy nic nie robić. Dlaczego? Nie wiem, powodów jest z pewnością wiele. 

Dzisiaj chciejmy się zapytać samych siebie o gotowość na to spotkanie z Panem? Czy jesteśmy przygotowani i zaangażowani?