Newsletter

newsletter templates powered by FreshMail
Być uczniem Pana
Radio Profeto.pl Słowo na dziś Znajdź słowo
Rejestracja »
Jezus działa
ks. Michał Olszewski SCJ2017-07-12 08:58
Józef – mężczyzna święcie spełniony

Józef – mężczyzna święcie spełniony

Za każdym razem, gdy Kościół wynosi do chwały ołtarzy nowych świętych, wielu komentatorów zastanawia się nad aktualnością owych niebieskich bohaterów w kontekście czasów współczesnych. O ile pytania te są uzasadnione w odniesieniu do wielu postaci z historii Kościoła, których życie mniej lub bardziej może inspirować ludzi w danym okresie, to są jednak tacy, których świadectwo jest zdecydowanie ponadczasowe.

Józef – mężczyzna święcie spełniony

 

   Do takich świętych osób należy niewątpliwie Józef, przybrany ojciec Pana Jezusa. Jest On przykładem mężczyzny dojrzałego i spełnionego. W dobie, kiedy męskość zdaje się przeżywać gigantyczny kryzys, św. Józef może stać się wzorem przeżywania własnej męskości, niezależnie od drogi naszego życiowego powołania. Szczególnie zaś jego postać może wychowywać do bycia mężczyzną każdego księdza i zakonnika. Spróbujmy więc zobaczyć, jakim Józef był mężczyzną.

 

Dojrzały i odpowiedzialny

 

      „Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy Bóg z nami. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie, lecz nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus” (Mt 1,18-25).

     Jednym z największych problemów, z jakimi borykają się mężczyźni w dzisiejszych czasach, jest niedojrzałość, która na zewnątrz przejawia się brakiem odpowiedzialności za siebie i za drugich. Choć lata biegną, mężczyźni nadal pozostają w tych przysłowiowych „krótkich portkach” i nie są w stanie podjąć odpowiedzialności za swoje wybory, wielu nie potrafi nawet wybrać... Pozostają na poziomie chłopczyków, którzy wszystkiego się boją. Ten problem zauważalny jest nie tylko wśród młodego pokolenia mężczyzn, którzy odkładają założenie rodziny, na których kobiety skarżą się, że nie są w stanie po wielu latach narzeczeństwa poprosić o rękę i podjąć życiowe powołanie. Widać to także wśród mężczyzn, którzy uciekają przed powołaniem kapłańskim czy zakonnym, albo będąc już na etapie formacji początkowej, nie są dojrzali na tyle, by podjąć wiążącą decyzję o ślubach czy święceniach. Brak dojrzałości sprawia, że reprezentantów zarówno pierwszej, jak i drugiej grupy przeraża myśl o zobowiązaniu na całe życie.

     Spotkałem kiedyś pewnego Włocha, który mając 48 lat, ciągle się zastanawiał, co zrobić ze swoim życiem. Z jednej strony jego życie było jakoś ustabilizowane, był urzędnikiem i miał od kilku lat narzeczoną, a z drugiej nie był w stanie podjąć konkretnej decyzji. Pewnego razu jechaliśmy do jego rodziców na kolację i znów zadał mi to pytanie: „Co mam robić? Ożenić się, czy pójść do seminarium?”. Odpowiedziałem, że w tym wieku lepiej chyba się ożenić. Przyjechaliśmy na miejsce, zjedliśmy kolację, a mój niezdecydowany życiowo znajomy usiadł mamie na kolanach, naprzeciw swojej narzeczonej, i rozpoczął się dialog: „Mamo, dzisiaj pytałem księdza Michała, co mam robić: ożenić się, czy pójść do seminarium?”. „Luigi! Dopóki ja żyję, to ty nic nie rób!” – odpowiedziała mama, głaszcząc go po głowie.

      Tymczasem św. Józef jest dokładnym przeciwieństwem niedojrzałych mężczyzn. Będąc w bardzo trudnej sytuacji, w momencie, gdy zaślubiona mu kobieta poczęła pod sercem czyjeś dziecko, musiał podjąć decyzję, która miała zaważyć na całym jego dotychczasowym życiu oraz naznaczyć całą jego teraźniejszość i przyszłość. Nie mógł tak po prostu uwierzyć, że Miriam go nie zdradziła. To po ludzku było niemożliwe. Chociaż Ją poślubił, to jednak nie był w stanie uwolnić się od tych myśli. Maryi za cudzołóstwo groziła śmierć. Gdyby Żydzi dowiedzieli się o „zdradzie”, wywlekliby Matkę Bożą za miasto i ukamienowali. Dlatego Józef podejmuje jedną z najważniejszych decyzji w swoim życiu. Aby chronić życie Maryi, postanawia oddalić ją potajemnie, by ocalić Ją przed śmiercią. Niesamowite! Wkrótce potem Józef otrzymuje we śnie wyjaśnienie swojej sytuacji ze strony Boga. I w kolejnej decyzji, którą podejmuje, okazuje się odważnym i bardzo dojrzałym mężczyzną. Zabiera Maryję do siebie i tą decyzją przed całą społecznością bierze na siebie odpowiedzialność za stan Maryi. Józef nie bał się konsekwencji, nie bał się podjąć tej decyzji. Był człowiekiem dojrzałym i bardzo odpowiedzialnym.

 

Wrażliwy i odważny

 

    „Gdy oni [mędrcy] odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić». On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego” (Mt 2,13-15).

     Ogromne wrażenie robi wrażliwość św. Józefa na Boże natchnienia. O ile przed Matką Bożą stanął anioł, by zwiastować Jej Dobrą Nowinę, o tyle Józef otrzymywał „polecenia” jedynie przez sen. W te wszystkie niewiarygodne i abstrakcyjne rzeczy musiał uwierzyć, mając jedynie cień potwierdzenia podczas snu. Nie było to wiele, jeśli spojrzeć na kaliber problemów, które przed nim jako mężczyzną stawały. A jednak jego wielka wrażliwość i odwaga działania pozwoliły Bogu na realizację zbawczych planów. Ta wrażliwość szła w parze z odwagą, dzięki której Józef mógł działać dla dobra swojej rodziny w zgodzie z wolą Bożą. Trzeba było nie lada odwagi, by zdecydować się na wyprawę do Egiptu, ale była to zarazem konieczność, z którą się mierzył dla zapewnienia bezpieczeństwa Jezusowi i Maryi.

     Często w życiu mężczyzny dochodzi do sytuacji, w której trzeba się wyprawić „za granicę”, by wypełnić wolę Pana Boga. Czasem i po to, by uratować życie swoje i innych. Taki Egipt jest sprawdzianem dla mężczyzny, czy potrafi, tak jak Józef, zaufać Panu Bogu i, co więcej, w tej wyprawie do Egiptu ocalić Jezusa. Wielu z nas, będąc księżmi czy zakonnikami, staje przed taką próbą i, niestety, nie zawsze wychodzi z niej zwycięsko. Często wracamy z Egiptu poranieni i bez Jezusa, albo w ogóle tchórzymy i nie podejmujemy nawet owej próby. Każdy z nas wcześniej czy później stanie przed swoim Egiptem i wtedy okaże się, czy wystarczy mu tej koniecznej wrażliwości na słowo Boże i odwagi, która cechowała Józefa.

     Przypomina mi się w tym momencie dramatyczne wyznanie księdza odchodzącego po wielu latach z zakonu, który stwierdził: „Przez te 25 lat patrzyłem w kierunku Boga, czyli w kierunku pustki. Teraz zaś dojrzałem do prawdziwej ludzkiej miłości!”. Gdyby św. Józefowi zabrakło odwagi i owej wrażliwości na Boga, to jego Egipt również stałby się patrzeniem w pustkę...

 

Wierzący i praktykujący

 

     „Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie Matki. Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. (...) Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest wśród pątników, uszli dzień drogi i szukali Go między krewnymi i znajomymi. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jeruzalem, szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?». Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział” (Łk 2,21-24.2,41-50).

       Te dwa fragmenty biblijne ukazują nam kolejne cechy św. Józefa, który, jako mężczyzna dojrzały, odpowiedzialny, odważny i wrażliwy na Boga, jest także wierzący i praktykujący. Nie jest tajemnicą, że w naszym Kościele praktykuje, czy jest zaangażowanych religijnie, znacznie więcej kobiet niż mężczyzn. Utarło się bowiem, że religijność nie pasuje do cech mężczyzny. To przekonanie udziela się także księżom, gdy w obliczu jakiegoś gorliwszego zaangażowania współbraci nie szczędzą określeń z rejonu „duchacze”, „dewoci” itp. Niejednokrotnie mamy z tym problem, by na przykład jadąc razem w samochodzie pomodlić się czy porozmawiać o Bożych sprawach podczas naszych spotkań braterskich. Towarzyszy nam poczucie wstydu, opór przed uzewnętrznianiem się przed innymi i lęk, by nie zostać sklasyfikowanym jako wspomniany „duchacz”. Kiedyś odwoziłem jednego księdza misjonarza na lotnisko i po wyciągnięciu jego bagażu z auta odruchowo zrobiłem mu krzyżyk na czole, błogosławiąc go na drogę. Ten odskoczył jak poparzony i krzyknął: „Co ty wyprawiasz?!”.

       Józef natomiast chce nas nauczyć religijności, pobożności. Nie chce, byśmy byli rzemieślnikami. Grozi nam bowiem, że jako księża i zakonnicy staniemy się praktykującymi, ale niewierzącymi. Będziemy wypełniać obowiązki, ale nie będzie w tym wiary. Św. Józef był mężczyzną, który wierzył mocno w Boga i wierzył Bogu. Stąd wypływała jego religijność, objawiająca się zachowywaniem przepisów Prawa i gorliwym wypełnianiem przykazań. Bycie mężczyzną nie kłóci się z byciem pobożnym i religijnym. Podobnie bycie księdzem i zakonnikiem nie wyklucza pobożności. Nie możemy jako mężczyźni bać się uczuciowego zaangażowania w relację z Bogiem, nie musimy wstydzić się uczuć. Pamiętam jednego leciwego już profesora, który prowadził wykład na temat formacji do kapłaństwa dla ponad stu sióstr i księży z różnych krajów i zgromadzeń, pośród których było wiele wykształconych głów i osób na wysokich urzędach. I ten leciwy kapłan, stojąc przed nimi, wziął do ręki mały krzyżyk, który miał na piersiach, uniósł go do ust i ucałował. A do zebranych powiedział: „Pomimo waszych funkcji i mądrości, nie bójcie się kochać Jezusa, okazując Mu to choćby przez ucałowanie przed snem krzyżyka na waszych piersiach”.

     Taki był właśnie św. Józef. Nie bał się okazywania swej religijności, nie bał się ucałować Jezusa przed snem, szukał Go, gdy się zagubił. Wiernie też wypełniał przepisy Prawa, będąc wierzącym i praktykującym mężczyzną.

 

Spełniony, czyli święty

 

     Każdemu mężczyźnie, w sutannie czy też nie, towarzyszy potrzeba spełnienia w tym, co robi. Na różny sposób próbujemy tej potrzebie wychodzić naprzeciw. Jeśli więc szukamy wzorów w przeżywaniu naszej męskości, to nie ma lepszego od św. Józefa. On jest mężczyzną spełnionym, a dowodem na to jest jego świętość. My również będziemy spełnieni jako mężczyźni, księża, zakonnicy, jeśli tę świętość osiągniemy. Bez względu bowiem na osobiste charyzmaty i powołania, zawsze pozostaniemy mężczyznami, których Bóg zaprasza do dojrzałości i odpowiedzialności, do wrażliwości na Jego słowo i do odwagi w Bożym działaniu. A także do zdrowej religijności, która nie boi się świadectwa, ale sprawia, że w naszym sercu jest coraz więcej miejsca dla Boga i ludzi.

 

 

udostępnij


Advertisement

Komentarze+ Dodaj komentarz


mariahilf: Szczęść Boże ks.Michale,
no cóż... jak tu się nie zgodzić z tym co piszesz?
Jestem mężczyzną w wieku 50+ ,który niedawno uwierzył Jezusowi.Jestem owocem,dzieckiem Miłosierdzia Bożego,które w "pierwszej fazie" nawrócenia z dziecięcą ufnością biegało od jednego do drugiego "autorytetu duchownego"by dzielić się radością poznania PANA.Ta spontaniczność doprowadziła mnie tylko do samotności na drodze Przemiany,którą kroczę,braku zrozumienia,a nawet niepokoju co do moich zachowań i wypowiedzi z ich strony.
Piszesz,że bycie mężczyzną nie kłóci się z byciem pobożnym i religijnym...,ale na pewno nie pomaga...

Mariusz
+
2015-10-08 08:00:37
Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodawać komentarze.

Nasi partnerzy

Copyright © Polska Prowincja Księży Najświętszego Serca Jezusowego 2017
Wszelkie prawa zastrzeżone
facebook
facebook
 
_