W ostatnim czasie wiele było takich wydarzeń, które bardzo mocno wstrząsnęły opinią publiczną i spowodowały bardzo ostre polemiki w mediach. A to sprawa bombardowania Syrii i kolejna groźba globalnej wojny, która rozpalała umysły i serca wielu ludzi od 10 do 100 lat, a na którą po ludzku nie mieliśmy zbyt dużego wpływu. Kolejna to sprawa Alfiego Evansa, z punktu widzenia ojca tragiczna i łamiąca serce, obok której żaden rodzic nie był, nie jest w stanie przejść obojętnie. Ale znów, po ludzku nie mamy na te sprawy żadnego wpływu. Oczywiście jeśli rozpatrujemy je pod kątem jedynie tego świata. Wiemy przecież doskonale, że oba te wydarzenia spowodowały wzrost zainteresowania modlitwą u osób, które zazwyczaj są dość oziębłe religijnie. 

Przypomina mi się bardzo stary dowcip o tym jak u wrót Raju spotykają się kierowca autobusu, który woził wycieczki po górskich serpentynach i ksiądz. Święty Piotr decyduje, że do nieba bez pytania wchodzi kierowca, który do zbyt religijnych nie należał, a ksiądz ma iść jeszcze do czyśćca. Cała sytuacja powoduje oczywiście histeryczny sprzeciw księdza, że jak to, taki oziębły, niereligijny idzie od razu do nieba, a ksiądz, który ze Świętością obcował na co dzień musi jeszcze swoje odpracować. Święty Piotr puentuje to dość krótko i zwięźle mówiąc, że kiedy ksiądz mówił kazania to cały kościół drzemał, a jak kierowca prowadził to wszyscy się modlili. Żart wprawdzie z bardzo długą brodą, ale zawiera w sobie, tak myślę, dużą mądrość, o której ostatnio jest dość cicho. Nie wystarczy być katolikiem, nie wystarczy rozdzierać szat i krzyczeć o tym jak się jest dobrym, prawym, pro-life, przeciw cywilizacji śmierci i gorliwym katolikiem, jeśli opiera się to tylko i wyłącznie na głośnych deklaracjach. Jest też druga strona, która mówi, że nie jest jak ci co rozdzierają szaty, że oni tylko wiedzą jaka jest prawdziwa Ewangelia i stają w poprzek wszystkim mainstreamowym poruszeniom opinii publicznej. Ten podział wśród ludzi wierzących jest ostatnimi czasy bardzo widoczny w Internecie, w mediach katolickich. Bardzo ciężko jest zajmować jakiekolwiek stanowisko, nie będąc automatycznie przypisywanym do konkretnej grupy. 

Dzielenie Kościoła w Polsce nie jest zresztą czymś nowym, był przecież już kiedyś podział na paxowców i tych od Prymasa, na kościół toruński i kościół łagiewnicki, a teraz jest podział na kościół otwarty i na ten konserwatywny, chociaż linia podziału chyba jeszcze nie przebiega zbyt ostro. Wszystko przed nami, niestety.

Ale, żeby nie być takim pesymistycznym, ani żeby nie utknąć w banale i truizmie to przypomnę, że trzeba mieć nadzieję, bo nadzieja zawieść nas nie może. Uczniowie Chrystusa też się kłócili, o czym dobitnie świadczy ten fragment: Po pewnym czasie powiedział Paweł do Barnaby: «Wróćmy już i zobaczmy, jak się mają bracia we wszystkich miastach, w których głosiliśmy słowo Pańskie». Barnaba chciał również zabrać Jana, zwanego Markiem; ale Paweł prosił, aby nie zabierał z sobą tego, który odszedł od nich w Pamfilii i nie brał udziału w ich pracy. Doszło do ostrego starcia, tak że się rozdzielili: Barnaba zabrał Marka i popłynął na Cypr, a Paweł dobrał sobie za towarzysza Sylasa i wyszedł polecony przez braci łasce Pana. Przechodził przez Syrię i Cylicję umacniając miejscowe Kościoły. (Dz 15, 36 – 41)

I na pocieszenie – wszyscy oni są świętymi wymienianymi w Kanonie! Różnijmy się, ale nie gubmy celu z oczu, bo na końcu może okazać się, że ci, których osądzaliśmy, z którymi walczyliśmy na pióra i argumenty, albo których skazywaliśmy na potępienie, wyprzedzą nas w drodze do Raju, jak tego księdza z dowcipu.