A opodal nich pasła się duża trzoda świń. Złe duchy prosiły Go: „Jeżeli nas wyrzucasz, to poślij nas w tę trzodę świń”. Rzekł do nich: „Idźcie”. Wyszły więc i weszły w świnie. I naraz cała trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i zginęła w falach. Pasterze zaś uciekli i przyszedłszy do miasta rozpowiedzieli wszystko, a także zdarzenie z opętanymi. Wtedy całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa; a gdy Go ujrzeli, prosili, żeby odszedł z ich granic.

 

Czytamy gazetę z doniesieniami o brutalnym pobiciu i może w niejednym sercu odzywa się myśl, żeby tak i jego stłukli na "kwaśne jabłko"! Oglądamy film, kiedy akcja nabiera tempa, kibicujemy "dobremu" bohaterowi, żeby zmiażdżył przeciwnika – tego "złego" bohatera i tak to przeżywamy, aż nam się podnosi ciśnienie…

Bywa tak? No właśnie, emocje – nawet i te rodzące się w rzeczywistych sytuacjach – trzeba się uczyć opanowywać. Jezus staje "oko w oko" z diabłami, którzy opętali ludzi – nie przeklina ich, nawet na nich nie krzyczy… Co więcej - przystaje na ich prośbę!

Pewnie zaraz przychodzą nam myśli – ale On jest Bogiem! Owszem, jest. Ale czy ja i ty nie jesteśmy Bożymi dziećmi, czy nie nosimy w sobie Boga? I to nie tylko Bożego obrazu ale żywego Boga, który napełnia nasze człowieczeństwo sobą w komunii świętej?

Pomódlmy się więc o większe panowanie nad emocjami; nie takie fale Jezus potrafi uciszyć i nie takich wrogów napierających na nas, pokonać.