Jezus powiedział do swoich uczniów: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: «Nie będziesz fałszywie przysięgał», «lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi». A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie, ani na niebo, bo jest tronem Bożym; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi”.

 

Czyż nie irytują nas obietnice dawane przez polityków? Jakże często nie wiemy, czy to tylko public relations – PR [pi-ar], czy prawdziwa troska o obywatela.

A jaki ja jestem?

Obiecujemy coś innym, deklarujemy się. Czy jednak do końca wywiązujemy się z naszych zobowiązań? Może i sobie coś obiecałem, ale czy w pełni swój zamysł zrealizowałem? Dobrze więc byłoby, aby ta nasza niekonsekwencja, bezradność, słabość zaprowadziła nas przed Pana Boga.

Może potrzeba sakramentu pojednania? A może w wieczornej modlitwie należy przeprosić za słabości i powierzyć Bogu nasze pragnienia? Na nowo poukładać, co w moim życiu jest najważniejsze i tym razem przed Nim poczynić postanowienia? W pokorze, ze świadomością swoich wad i zalet, ale z przekonaniem, że z Nim mogę wszystko. I z konkretnym przyrzeczeniem, choćby nawet niewielkim, zacząć dzień/położyć się spać. Aby już w naszych myślach być tak, tak; nie, nie.

Więc co postanawiasz dzisiaj/jutro robić/nie robić?