Jezus opowiedział faryzeuszom i uczonym w Piśmie następującą przypowieść:
„Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zagubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: «Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła».
Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia”.

Dzisiejszy fragment Ewangelii w święto Najświętszego Serca Pana Jezusa ukazuje nam ponownie Chrystusa jako troskliwego Pasterza. Bo jak nie nazwać troskliwością poszukiwanie jednej zagubionej owcy, gdy zostaje nam pod opieką pozostałych dziewięćdziesiąt dziewięć? Przecież to jest wbrew temu, co każdy z nas by zrobił – ważniejsza byłaby ochrona dziewięćdziesięciu dziewięciu owiec, niż poszukiwanie jednej zagubionej. Możemy zapytać: gdzie tu sens i logika? Bóg ma inną, Boską logikę, tak różną od naszej ludzkiej.

Właśnie tak wygląda miłość Boga do każdego z nas – jest szalona, walcząca o nas do końca. Bóg chce zbawienia dla każdego, więc będzie robić wszystko, aby odzyskać zagubionego człowieka, również tego, który może nie jest mi życzliwy i mi dokucza.

Czy jestem gotowy na to, aby taką samą szaleńczą miłością ukochać mojego wroga? 

Bóg zakochał się w człowieku, więc i my odpowiedzmy miłością do innego człowieka, w którym mieszka Bóg.