Uczniowie pewnego włoskiego technikum wzięli udział w eksperymencie. W maju, na tydzień oddali nauczycielowi swoje telefony komórkowe. Jak podaje dziennik "Corriere della Sera" w tym czasie doświadczyli różnych emocji: od paniki i rozpaczy po ulgę i radość. 

Byli to uczniowie klas II, w wieku 15-16 lat. Do udziału w eksperymencie zaprosił ich młody nauczyciel ekonomii Marcello Contento. Najcięższe chwile, jak mówią młodzi, przeżyli na początku. Niektórzy płakali, inni byli przerażeni (!). Dziennik podkreśla, że od razu można było rozpoznać uczestników doświadczenia wśród wszystkich uczniów wychodzących ze szkoły. Wyróżniali się na tle tłumu nachylonego nad ekranem. Oni szli i rozmawiali (!). "Nigdy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tak wszyscy wyglądają" - powiedziała uczennica, która oddała swój telefon. Przyznała, że na początku spanikowała. Odkryła jednak coś niesamowitego (!): "Ale nie miałam też pojęcia, że mam tyle czasu do dyspozycji; uczę się i robię znacznie więcej rzeczy" - dodała. Inna dziewczyna podkreśliła, że przez dwa pierwsze dni była zrozpaczona (!), a czas jej się dłużył, na szczęście (!): "A potem przez pół godziny porozmawiałam z koleżanką i to było piękne".

Po szoku pierwszych chwil wszyscy po wyjściu ze szkoły zaczęli ze sobą rozmawiać na ulicy i w autobusie. Niektórzy odkryli nawet znikające z krajobrazu miejskiego budki telefoniczne z aparatami na monety. 

Wspaniałomyślni okazali się też nauczycieli, którzy pomagali im przetrwać ten trudny czas (!): przynosili krzyżówki i sudoku na wolne popołudnia bez telefonu. Uczniowie rozwiązywali je w domu z rodzicami. W ogóle rozmowy z rodzicami zaliczyli do miłych przeżyć (!)i.

A teraz bez wykrzyników: "Nie wiedzieliśmy, że jesteśmy tak uzależnieni od technologii" - przyznali nastolatkowie z Prato pod koniec tygodnia próby. "Kiedy drugiego dnia zobaczyłem ich twarze, zrozumiałem, że robimy coś wspaniałego" - mówił profesor Contento. 

W 2015 roku opublikowano dane duńskich naukowców, którzy przebadali 1095 osób pod kątem tego, co im robi facebook lub jego brak. Badanych podzielono na dwie grupy: połowa cały czas korzystała z Facebooka, a druga, nazywana „leczonymi”, funkcjonowała bez niego. Wnioski były następujące: sieć społecznościowa Facebook wywołuje zazdrość, dekoncentruje i obniża jakość relacji międzyludzkich. Odcięci na tydzień od mediów społecznościowych poczuli się szczęśliwsi.

A teraz Polska. Trochę teorii na dobry początek, a potem o osobistym doświadczeniu. Naukowcy jednej z rzeszowskich uczelni wraz ze swoimi studentami postanowili sprawdzić, czy normalne funkcjonowanie bez dostępu do sieci jest dziś jeszcze możliwe. Eksperyment odbył się na początku kwietnia br., a wnioski są nadal analizowane, ale już pojawiły się pierwsze próby podsumowań. Naukowcy chcieli sprawdzić, jak doświadczenie wpłynie na wydajność pracy i nauki, ale także na życie osobiste. Chciano zweryfikować „hipotezę o masowym uzależnieniu od Internetu jako dżumie XXI wieku”. Ponadto badacze próbowali sprawdzić, czy wzrośnie zainteresowanie innymi, tradycyjnymi mediami, takimi jak radio, telewizja czy prasa drukowana.

Do projektu zgłosiło się 120 studentów. Koordynatorzy projektu również wzięli w nim udział – jak mówią – po to, by poczuć emocje. Zanim jednak eksperyment się rozpoczął, ruszyły przygotowywania. Wszyscy drukowali artykuły, rozkład jazdy autobusów, wypożyczali książki z biblioteki. Robili także zapas gier (offline) czy ulubionych filmów. Żartowali, że te dni przypominały „przygotowania do katastrofy”. Przez 7 dni robili notatki i prowadzili coś w rodzaju pamiętnika. Niektórzy nie przetrwali i wyłamali się w trakcie.

Pierwsze wnioski? Jedna z uczestniczek:" Nie mogę pozbyć się jednego wniosku: że czas bez sieci przywrócił mi zdolność jasnego myślenia o celu i środkach do niego prowadzących. Że pozwolił mi zapomnieć o paraliżującym działaniu negatywnego feedbacku ze strony otoczenia."

Natomiast koordynatorka badań tak podsumowała ten czas: "To było jak maraton, wyprawa w nieznane czy wyjazd całą rodziną na wakacje. Wyzwanie, które ma swój finał. Potem wraca się na stare tory. Bo w planszówki można czasem zagrać, podobnie odstać w kolejce do banku czy spotkać się ze znajomymi w realu. Ale żyć dłużej bez Internetu? Czy to w ogóle możliwe? Tak i nie. Na pewno warto robić kursy przetrwania, bo uczą dystansu do siebie i wirtualnego świata, jednak… podczas eksperymentu musiałam kupić córce książkę w księgarni. Wydałam prawie 50 zł. W sieciowych wyprzedażach była za 12 zł. Analogowe życie jest droższe i bardziej skomplikowane".

Na początku maja dwie, młode mamy w poszukiwaniu najlepszej szkoły dla swoich dzieci wybrały się do jednej z kilku podstawówek w mieście. Miasto do 20 tys. Widok był zatrważający. Trudno było dostrzec kogoś bez smartfonu w ręce. Mówimy o szkole podstawowej. Mamy, wierząc w to, że mają wpływ na rzeczywistość, wybrały się do dyrekcji, by zaproponować udział już nie tylko w eksperymencie, jak we Włoszech, ale udział w całym programie: „Szkoła bez telefonu”. Pani dyrektor pochwaliła inicjatywę, ale powiedziała, że to może być trudne i tu uwaga – nie ze względu na uczniów, ale rodziców (!). Tak, rodziców. Internet potwierdza te obawy.

W 2016 roku rzecznik praw dziecka Marek Michalak opublikował w Internecie zdjęcie z pewnej szkoły w Argentynie. Telefony komórkowe umieszczone są na nim w specjalnej skrzyneczce, gdzie cierpliwie oczekują, aż ich właściciele skończą lekcje. "I po problemie. Grunt to jasne zasady" - skomentował ten pomysł Michalak. Rozpętało to prawdziwą burzę komentarzy. MEN podobno również boi się takich radykalnych rozwiązań ze względu na rodziców, którzy są oburzeni, że mogliby stracić kontakt z dzieckiem lub mieć ten kontakt ograniczony, że w świecie, w którym trzeba(!) umieć korzystać z nowych technologii, chce się utrudnić dzieciom dostęp do nich, że należy iść z duchem czasu. Przy okazji takich dyskusji dostaje się również nauczycielom, którzy nie powinni się dziwić: skoro prowadzą tak nudne lekcje, to młodzi wolą zaglądać do Internetu. 

Na marginesie: jest jakiś problem z nudą we współczesnym świecie. Wszyscy chcą z nią walczyć: w szkole, w domu, w kościele. Nuda ma naprawdę kilka ważnych wymiarów. Kiedyś uczyła kreatywności, wyzwalała ją, ale i uczyła szacunku do drugiego, który może czasem i „nudno” gada, fakt, ale to jeszcze do niczego nie daje nam większego prawa..

Właściwie nuda staje się świetnym pretekstem do rozmawiania o Internecie, mediach społecznościowych, smartfonach, tabletach, które umówmy się, same w sobie złem nie są i nikogo już dzisiaj nie trzeba przekonywać, ile dobra wypływa z korzystania z nich.

Tych kontekstów jest pewnie więcej, mówią właściwie sporo o dorosłych, a nie o dzieciach.