To konkretne zdanie jest też dobrą podpowiedzią do naszych codziennych rachunków sumienia lub tego przed spowiedzią – co z tego, co zrobiliśmy, co powiedzieliśmy, co pomyśleliśmy było złe, czym zgrzeszyliśmy. Ale czy do grzesznych zaliczamy te sytuacje w naszym życiu, w których nie wykorzystaliśmy szansy na zrobienie czegoś dobrego? Kościół podpowiada, że zaniedbanie jest takim samym grzechem, jak świadome złe uczynki, słowa czy myśli.

Za swoje najpoważniejsze zaniedbania uważam te związane z modlitwą. Często odkładam ją na sam koniec dnia, bo póki jestem rześki, to zawsze znajdzie się inna „robota” – ciekawsza? ważniejsza? bardziej pilna? Bo wydaje się, że Pan Bóg jest cierpliwszy niż każdy inny szef – i poczeka. I On rzeczywiście czeka. A kiedy ja, zmęczony po całym dniu, bez szans na skupienie nawet na krótkim fragmencie Bożego Słowa, senny, staję na modlitwie, to po kilku chwilach zaczynam przepraszać, że więcej nie dam rady i idę spać, a jutro postaram się poprawić. A następnego dnia historia się powtarza. Czy robię coś złego? Wydaje się, że nie. Ale zaniedbuję ogromne dobro.

***

Inne zaniedbania, które często wyrzuca mi sumienie to te, które dotyczą relacji z innymi ludźmi. Często nawet nieznajomymi. Kiedy np. nie ustępuję miejsca staruszce w tramwaju albo nie pomogę jej przez parę metrów ponieść ciężkich tobołów z zakupami. Zauważyłem, że jeśli nie zareaguję w pierwszym momencie – czyli nie ustąpię miejsca zaraz po wejściu kobiety do tramwaju, albo nie chwycę za torbę, gdy mijam staruszkę, to później trudno naprawić błąd. Człowiek siedzi w tym tramwaju i jest mu strasznie głupio wstać, gdy już przejechało się jeden czy dwa przystanki. Albo gdy minie się staruszkę z zakupami i straci ją – teoretycznie – z pola widzenia, to próbuje się usprawiedliwić myślą: „ktoś inny na pewno jej pomoże”. Ale co takiego wstydliwego jest w tym, żeby ustąpić miejsca osobie, która tego potrzebuje po 5 minutach, jeśli nie zrobiło się tego od razu? Czy spadnie mi z głowy korona, kiedy mijając kobietę z tobołami zreflektuję się, że jednak może mógłbym jej pomóc i cofnę się do niej, żeby zanieść jej zakupy do domu?

Jezus pokazuje wzór zachowania w tej kwestii na podstawie przypowieści o dwóch synach (por. Mt 21, 28-32). Ojciec prosi jednego ze swoich synów, żeby poszedł do pracy w winnicy. Ten odmawia. Ale po jakimś czasie się reflektuje i idzie do pracy. Drugi syn słyszy taką samą prośbę. Odpowiada ojcu, że pójdzie, ale nie idzie. Jezus stawia retoryczne pytanie: który z tych dwóch spełnił wolę ojca?

***

Bywają jednak sytuacje w naszym życiu, kiedy pewnego zaniedbania nie da się nadrobić a wyrzuty z tego powodu pozostają na długo.

Znany i ceniony biblista, ks. Wojciech Węgrzyniak, na swoim facebookowym profilu przytoczył taką anegdotkę:

„Parę lat temu. Zima. Mróz potężny. W pewnym momencie dzwoni stacjonarny.

- Do kogo się dodzwoniłam? – słyszę głos starszej pani
- A do kogo Pani dzwoniła?
- Do byle kogo
- Jak to do byle kogo?
- Otworzyłam książkę telefoniczną i dzwonię, gdzie mogę, bo mieszkam sama, jest mróz i może by mi Pan przyniósł coś do jedzenia albo zrobił zakupy, bo już nie mam co jeść.

Nie pasuje mi to totalnie. Pani mieszka na ul. Jana. Ode mnie to tylko 10 min, ale zostałem specjalnie na wolnym, żeby skończyć artykuł. Mam mega mało czasu. Zaczynam szukać rozwiązań.

- A to Pani mieszka na Jana? To ja podam numer do sióstr Prezentek, są naprzeciwko, to może one coś poradzą. A jak nie, to niech Pani zadzwoni do mnie jeszcze raz.

Nie zadzwoniła już. I nigdy już w 45-letnim życiu nie otrzymałem telefonu z prośbą prostą jak pół godziny i tanią jak odrobina człowieczeństwa”.

Nie pytałem o to ks. Węgrzyniaka, ale skoro tak dobrze pamięta tę sytuację, to może chociaż stała się jakąś nauką na przyszłość i dziś mógłby opowiedzieć też kilka historii, które miały zupełnie inny finał niż ta pierwsza…

***

Kiedy prześledzilibyśmy Pismo Święte pod kątem grzechu zaniedbania, to okaże się, że nie jest on wcale taki błahy, jak zdaje się nam wydawać. Znamy dobrze przypowieść o talentach. Czyż ona nie jest o zaniedbaniu? Czy człowiek, który zakopuje talent, robi coś złego? Nie, ale nie wykorzystuje szansy, żeby dobro, które otrzymał, pomnożyć.

Abp Grzegorz Ryś w podobnym kluczu interpretuje przypowieść o bogaczu i Łazarzu. Wina bogacza nie tkwi w tym, że korzystał ze swoich bogactw i codziennie zabawiał się w swoim pałacu, ale w tym, że wiedział, że przy jego bramie leży żebrak, ale nie wyciągnął do niego ręki, a miał przecież wszelkie możliwości, żeby mu pomóc.

Kościół, Ewangelia, Jezus nie uczą, jak nie postępować źle, ale jak „robić dobro”, jak tego dobra nie zaniedbywać, gdy nadarza się okazja do aktu miłości.