W tym czasie przyszli niektórzy faryzeusze i rzekli do Jezusa: "Wyjdź i uchodź stąd, bo Herod chce Cię zabić". Lecz On im odpowiedział: "Idźcie i powiedzcie temu lisowi: Oto wyrzucam złe duchy i dokonuję uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia będę u kresu. Jednak dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze, bo rzecz niemożliwa, żeby prorok zginął poza Jerozolimą. Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście. Oto dom wasz tylko dla was pozostanie. Albowiem powiadam wam, nie ujrzycie Mnie, aż nadejdzie czas, gdy powiecie: «Błogosławiony ten, który przychodzi w imię Pańskie»".

 

Smutne jest wołanie Jezusa: Jerozolimo! Jerozolimo! Zabijasz proroków. Jezus, można powiedzieć, zapowiada swoją śmierć. Jest uważany przez ludzi za proroka. Sam siebie mógłby określić jako największego z proroków, gdyż w sposób pełny i doskonały czyni posługę prorocką. Czyli objawia ludziom wolę Bożą.

Ale Jezusowi nie chodzi o samą zapowiedź Bożych planów. On jest przecież Tym, który zrealizował, wykonał to, co Bóg obiecał wcześniej przez usta innych proroków. Dlatego Księga Psalmów jest cytowana w tym momencie: „Błogosławiony, który przychodzi w Imię Pańskie”. Wyobrażam sobie, że to zdanie powinno być ogłaszane wraz z fanfarami na cześć Syna Bożego. A przecież jest ono używane w liturgii, gdy śpiewamy „Święty, święty, święty, Pan Bóg zastępów…”. W tym czasie chcemy uświadamiać sobie, że zaraz na ołtarz przyjdzie Eucharystyczny Jezus.