Jezus powiedział do swoich uczniów: «Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków. Kto w bardzo małej sprawie jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w bardzo małej sprawie jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzaniu niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, to kto wam prawdziwe dobro powierzy? Jeśli w zarządzaniu cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, to któż wam da wasze? Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie!». Słuchali tego wszystkiego chciwi na grosz faryzeusze i podrwiwali sobie z Niego. Powiedział więc do nich: «To wy właśnie wobec ludzi udajecie sprawiedliwych, ale Bóg zna wasze serca. To bowiem, co za wielkie uchodzi między ludźmi, obrzydliwością jest w oczach Bożych».

 

Żyjemy w świecie konsumpcyjnym. Jesteśmy w jakimś stopniu zarządcami czyjejś własności. Zastanówmy się, czy my tę pracę wykonujemy uczciwie, poświęcając czas i swoje zdolności dla najlepszego efektu końcowego zgodnie z nauką Chrystusa. Jezus zachęca nas, aby zarządzać „majątkiem” tego świata z dobrymi intencjami i z chęcią służenia. Wzywa nas do miłowania innych („pozyskujcie sobie przyjaciół”) nie tylko przez modlitwę, ale również każdego dnia, dzięki prawemu i sprawiedliwemu zarządzaniu dobrami ziemskimi. Dzisiaj, tak jak i kiedyś, nie brakuje ludzi, którzy słysząc te słowa, drwią z Jezusa (por. Łk 16,14), uważają oni, że liczy się tylko efekt końcowy pracy, nie zważając na sposób, w jaki się go osiąga. Wyśmiewają się z katolików jako naiwnych i manipulowanych przez Kościół. Nie patrzmy na nich. Żyjmy tak, jak nas naucza Chrystus. W zgodzie z własnym sumieniem. Tak, abyśmy patrząc codziennie w lustro, nie wstydzili się oglądać własnej twarzy, aby naszym nadrzędnym celem było spotkanie się z naszym Panem Jezusem Chrystusem w niebie.