Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo /Boga/ i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.

          Czy jestem poganką nadmiernie zabiegającą o jedzenie, picie, ubranie, czy też świadomą chrześcijanką, troszczącą się o swoje zbawienie?
          Kolejne mocne słowa, poruszające do głębi moje serce. Na dwóch szalach w sercu pojawiają się wiara i niewiara, utożsamiona z niecnymi praktykami pogańskimi ubiegania o dobra materialne.
          Kiedy pochylam się nad słowami dzisiejszej Ewangelii, dotyka mnie Duch Święty, oświetlając moja teraźniejszość. Czasy bardzo trudne; dwójka moich dzieci nadal bez pracy; a gdzie się nie oglądnę, słyszę: jak uda nam się przeżyć kolejny miesiąc?, co będziemy jeść?, trzeba kupić to i to, jaka drożyzna, czy ktoś mnie wreszcie zatrudni?- znane na pamięć zdania z autobusu, tramwaju, przychodni zdrowia, różnych domów…Nic, tylko narzekanie, obawa o jutro, strach przed chorobą, eksmisją z domu, zwolnieniem z pracy itp. Jesteśmy wszyscy przeniknięci lękiem. Ale, no właśnie! – rzadziej, a jednak słyszę również słowa: zaufaj Panu!, „ Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie”. Współpracując z Łaską, mogę mniej obawiać  się różnych krańcowych sytuacji.
         Moją receptą na przetrwanie ciężkich chwil jest pójście na Adorację. Wyjście na nią czasami jest kolosalnym wysiłkiem, a chwilami radosnym spiesznym podążaniem do kaplicy Adoracji Najświętszego Sakramentu.
          Zawsze mam w swoim życiu wolny wybór, odpowiadając w sercu na pytanie, czy chcę być świętą? Każdorazowo decyduję ja sama: albo zostanę świętą, albo pójdę do piekła.
          Jezu Miłosierny, przymnóż mi wiary i błogosław mi.

Fot. sxc.hu