W kolejne niedziele Wielkiego Postu w dominikańskiej bazylice w Lublinie powstawał… krzyż.

Jednym z pomysłodawców tego wydarzenia jest ojciec Stanisław Nowak. Dominikanin tłumaczy, że wraz z lubelskim artystą Krzysztofem Pudełko chcieli odtworzyć przynajmniej fragment niezwykłej opowieści, bo przecież Jezus umierał na konkretnym krzyżu, którego drewno ma swoją historię – to drzewo było żywe, gdzieś rosło, ktoś je musiał ściąć a później przygotować belki, by stało się narzędziem śmierci. A – co nie bez znaczenia – po tej konkretnej Śmierci, ten krzyż, to drewno obficie skropione krwią, stało się relikwią.

***
Co działo się w dominikańskiej bazylice w Lublinie? To swoista paraliturgia – lubelski artysta Krzysztof Pudełko w kolejne soboty ociosywał siekierą dwie czterometrowe sosny. Drewniane bele były ciosane przy śpiewie wielkopostnych pieśni a wszystkiemu towarzyszył dym kadzidła. Uczestnicy niedzielnych mszy świętych mogli zobaczyć jeszcze nie do końca wyheblowane kawałki drewna z wiórami wokoło, przy których zapalano świece.

Ten powstający kawałek po kawałku krzyż, narzędzie zbrodni powstające po kolejnych ciosach siekierą; nie w jednej chwili, ale przez dłuższy czas jest bardzo wymownym symbolem. Pokazuje prawdę o krzyżu. Św. Paweł napisał, że „zapłatą za grzech, jest śmierć”. Ale wiemy przecież, że Jezus jest jedynym człowiekiem, który grzechu nie popełnił. Więc za czyj grzech umiera? Za mój i Twój! Za grzechy ludzi, którzy żyli przed nami i będą żyć po nas. Za grzechy mojej przeszłości, ale także te, które dopiero popełnię.

Potwierdzeniem tego faktu, że Jezus stał się grzechem świata jest Jego ogromna samotność na krzyżu. Znamy dobrze to wołanie do Ojca: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił”. Czemu w tym czasie Ojciec milczy? Przecież nie raz nad Jezusem otwierało się Niebo ze słowami: „To jest mój Syn umiłowany”. Nad Golgotą się nie otwarło. Dlaczego? Abp Grzegorz Ryś wyjaśnia to prosto: bo Bóg nie dyskutuje z grzechem. Owszem, kocha grzesznika, ale nie dyskutuje z grzechem. A na krzyżu na Golgocie umiera grzech.

Jezus już umarł za mój grzech, dlatego ja nie muszę już umierać, a moim powołaniem jest życie. 

Ojciec Nowak tłumaczy, że w lubelskim performance chodzi o to, aby „fragment materialnego świata został oddzielony od naszej rzeczywistości i poświęcony, aby należał do Boga”. To jest chyba klucz do tego, by to powołanie do życia, wypływające z krzyża, realizować w pełni. Musimy przyjąć prawdę o sobie jako ludziach słabych i grzesznych, ale przez wydarzenie krzyża przenieść ją na inny poziom – oddzielić od naszej rzeczywistości i poświęcić, aby należała do Boga.

***
Wyciosany w Wielkim Poście Krzyż został wykorzystany w Wielki Piątek do adoracji krzyża. Ale jeszcze wcześniej, w trakcie powstawania, dominikanie zachęcali, by do niego podejść, dotknąć go, zerwać z niego kartkę z modlitwą i „w ten sposób złączyć z nim opowieść swojego życia. Chrystus Pan przyjmuje nasze historie, bierze na ramiona i niesie na Golgotę, aby je dotknąć swoją Śmiercią i przemienić w Zmartwychpowstanie” – mówi ojciec Nowak.

Abp Ryś zwraca uwagę, że krzyż, który całujemy w Wielki Piątek – pewnie nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy całowali go także w inne dni – nie jest krzyżem Jezusa. Jezus umarł na konkretnym drzewie krzyża, z którego drzazgi dziś czczone są jako relikwie na całym świecie. Ten krzyż, który ze czcią adorujemy jest naszym krzyżem – to znaczy moim i Twoim. Czy z taką świadomością jestem gotowy ten krzyż pocałować? Czy jestem w stanie przyjąć krzyż mojego życia, który zadaje mi nieustanny ból i który przynosi mi śmierć?

***
Dominikanie artykuł o powstawaniu krzyża zamieścili w dziale „sztuka”. Bo w sumie krzyż, to niezła sztuka. Niezła sztuka miłości – Boga, który tak kocha mnie, że pozwala na śmierć swojego Syna. Niezła sztuka miłości – Syna, który także z miłości do mnie ten plan Ojca realizuje. Tylko Bóg mógł to wymyślić. Czy chcę krzyż mojego życia też uczynić niezłą sztuką?