Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: «Kto ty jesteś?», on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: «Ja nie jestem Mesjaszem». Zapytali go: «Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?». Odrzekł: «Nie jestem». «Czy ty jesteś prorokiem?». Odparł: «Nie». Powiedzieli mu więc: «Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?». Powiedział: «Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak rzekł prorok Izajasz». A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. i zaczęli go pytać, mówiąc do niego: «Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?». Jan im tak odpowiedział: «Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała». Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.

 

Jan daje świadectwo, wyznając, że nie jest Mesjaszem ani Eliaszem, ani prorokiem. Stwierdzenie nieco zagadkowe, jeśli przypomnimy sobie, że sam Jezus wskazał na Jana jako Eliasza, który miał przyjść (por. Mt 11,14), a od najmłodszych lat uczymy się o Janie jako ostatnim proroku Starego Testamentu.

Wyznanie Jana wydaje się jednak zawierać to, co Jan myślał sam o sobie. Intrygujące wydaje się w życiu Jana nieustanne schodzenie na drugi plan, usuwanie się w cień. I konsekwencja, z jaką to czyni... Jan nie jest Mesjaszem – a jedynie tym, który wskaże Mesjasza przychodzącego nad Jordan. Jan nie jest oblubieńcem – raczej przyjacielem Oblubieńca, cieszącym się na głos Oblubieńca przychodzącego do swej oblubienicy. Jan jest głosem, którego nie widać – może właśnie po to, by zwrócić uwagę na treść, na Słowo.

Jak żyć, by pozostać sobą na drugim planie...? Jak żyć, by mnie nie było widać, ale by tak wyraźnie wybrzmiało Słowo...?