Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: „Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: "Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła". Powiadani wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. Albo jeśli jakaś kobieta mając dziesięć drachm zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie? A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: "Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam". Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca”.

 

To jest jedna z moich ulubionych ewangelii. Właśnie tak wygląda logika Pana Jezusa – który mówi rzeczy nie do przyjęcia! Otóż każdy, kto wypasa owce wie, że jak jedna owca oddali się od stada, to owszem, trzeba ją odszukać, ale po to, żeby ją zabić. Bo jak nie, to wyprowadzi i zgubi całe stado! I wie o tym każdy, kto miał do czynienia z owcami.

A Jezus mówi coś zupełnie innego, co nie mieści się w głowie nam wykształconym w świecie „pasterzom”. Otóż On idzie za każdą zagubioną owcą i szuka jej tak długo, aż znajdzie. A gdy znajduje, bierze ją w ramiona i wraz z całym domem cieszy się jej odzyskaniem.

Tą owcą zgubioną jestem ja! Grzesznik, który gubi się codziennie i codziennie Jezus odnajduje mnie i sprowadza do Siebie! Tak się dzieje z każdym z nas. Kiedy upadamy w grzech, oddalamy się od stada – Kościoła. Jezus natychmiast rusza, aby nas ratować. Szatan mówi – zostaw grzesznika, bo on powinien zginąć, ale Jezus robi wszystko, aby go uratować. A gdy grzesznik wraca, dostępując łaski wybaczenia i miłosierdzia, to drżą niebiosa od radości wszystkich świętych i aniołów!