Jezus powiedział do swoich uczniów: «Nie każdy, kto mówi Mi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: „Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?”. Wtedy oświadczę im: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości”. Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki». Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką. Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie tak jak ich uczeni w Piśmie.

 

Na pierwszy rzut oka wydawać się nam może, że coś zgrzyta w tej Ewangelii. Oto grupa ludzi, którzy chcą wejść do królestwa niebieskiego (kto by nie chciał!). Posiadają pełen pakiet argumentów: uznali Jezusa za Pana, prorokowali w Jego imię, czynili cuda, a nawet wyrzucali złe duchy! A Jezus im mówi: Nie znam was! Jak to? Kto w takim razie wejdzie do królestwa niebieskiego, skoro czynienie cudów to za mało? Problemem nie jest, co robili, ale jak to robili… Wszystko sami! Może i w imię Jezusa, ale bez Niego. Wybudowali wspaniałe gmachy, ale na fundamencie z piasku, na ułudzie własnej siły. 

Nosimy w sobie różne wyobrażenia, także tego, jaka powinna być nasza pobożność. Własnymi siłami chcielibyśmy nawet zdobyć królestwo niebieskie. Jezus w dzisiejszej Ewangelii pokazuje nam, że najpierw musimy zadbać o fundament – szukanie i wypełnianie woli Ojca. Bez tego nawet największe cuda nie zapewnią nam miejsca w niebie.