Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci, Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.

 

Z pewnością bohaterowie dzisiejszej Ewangelii, bracia: Szymon i Andrzej oraz Jakub i Jan, nie wyobrażali sobie innego życia, innego miejsca i innej pracy, jak tej związanej z jeziorem i łowieniem ryb. Był to pewny i w miarę spokojny sposób utrzymania siebie i swoich najbliższych, praktykowany, jak to się mówi, z dziada pradziada. Co zatem musiało się wydarzyć, że dorośli mężczyźni nagle rzucili swoje dotychczasowe życie, dosłownie wszystko, i poszli za kimś nieznanym? Czy postradali zmysły, że na wezwanie „Pójdźcie za Mną…” natychmiast zostawili wszystko? Jaka siła tkwiła w głosie i osobowości Jezusa, że nawet na chwilę nie usiedli w swoim gronie i nie wzięli tej propozycji na tzw. zdrowy rozum? No, dobrze – zostaną rybakami ludzi, tak? Ale gdzie? W jaki sposób? Za ile? Z kim?

Natychmiast zostawili wszystko… Tak może wołać tylko sam Bóg. Może i Ciebie podobnie pragnie mieć przy sobie?