Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba oraz brata jego, Jana, i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz, rozmawiający z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: "Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza". Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: "To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!" Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: "Wstańcie, nie lękajcie się!". Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: "Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie".

 

Przemienienie na górze (tradycja podaje, że była to góra Tabor) miało zapowiadać przyszłą chwałę Jezusa. To wydarzenie jednak miało też inny cel – zachęcało uczniów do aktywności, do ruszenia w drogę. Szymon Piotr chciał się przy blasku przemienienia zatrzymać, chciał postawić namioty, może i kontemplować to wydarzenie. Jezus jednak nie zatrzymuje się. Nie czas stawiać namioty! Czas wyruszyć, zejść umocnionym z góry i pójść, aby – gdy przyjdzie czas zmartwychwstania – głosić chwałę Zbawiciela.

Fakt zmartwychwstania znany jest już od dwóch tysięcy lat, czyli najwyższy czas, aby głosić i dawać świadectwo o Jezusie. Nie pora „rozbijać namioty”, ale ruszyć w drogę. Często rozbijamy namioty, już nie z tkaniny, ale pięknie murowane i z modnym designem, tak jakby cały świat miał się zatrzymać w tej przestrzeni. A jednak przyjdzie taki czas, wcześniej czy później, że trzeba będzie to zostawić i stanąć przed Bogiem. Jaka będzie wtedy nasza twarz: rozpromieniona faktem spotkania z przemienionym Jezusem czy może smutna, bo serce zatrzymało się na pięknym "namiocie" z cegły?