Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: "W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: „Obroń mnie przed moim przeciwnikiem”. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: „Chociaż Boga się nie boję ani się z ludźmi nie liczę, to jednak ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie”. I Pan dodał: "Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?".

 

Są ludzie, którzy, jak wyprosisz ich drzwiami, wejdą oknem. Kobieta z dzisiejszej Ewangelii była natrętna i błagała o pomoc osobę, która miała możliwość jej pomóc. Właśnie jej nieugięta postawa prośby stała się powodem, dla którego sędzia zlitował się nad ową kobietą.

Bóg natomiast, podobnie jak sędzia z Ewangelii, weźmie pod opiekę tych, którzy będą dla siebie lub bliskich prosić o dobro i szczęście. Czym jednak Bóg różni się od bohatera Łukaszowej Ewangelii? Zewnętrznie czyni tak samo – realizuje pomoc potrzebującemu. Jednak robi to z miłości, bo litość wypływa z wyrachowania lub z pozycji wyższego. Pan Bóg kocha, dlatego pomaga. Jest sprawiedliwy, ale nie rozlicza. Jest Panem i Władcą, ale siłą Jego pokora. Jest blisko, jest w nas!