Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której przedtem wyrzucił siedem złych duchów. Ona poszła i oznajmiła to Jego towarzyszom, pogrążonym w smutku i płaczącym. Ci jednak, słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie dali temu wiary. Potem ukazał się w innej postaci dwom spośród nich na drodze, gdy szli do wsi. Oni powrócili i obwieścili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli. W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary oraz upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. I rzekł do nich: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!"

 

Dobiega końca tydzień, w którym codziennie słyszeliśmy o spotkaniach Jezusa zmartwychwstałego z rożnymi osobami. Byli to ludzie, którzy znali Jezusa, co więcej – Jego śmierć była dla nich osobistą tragedią i można powiedzieć życiową porażką. Wraz z odejściem Jezusa – wszystko się w ich życiu zawaliło… Niełatwo zatem przyjąć im świadectwa, że wcale tak nie jest, że On jednak żyje… Widzieliśmy Go, rozmawialiśmy z Nim, siedział z nami przy stole, przyszedł nad jezioro, wszedł do Wieczernika.

Dzisiaj niełatwo też nam wierzyć, że Jezus jest pośród nas, że działa, że objawia swoją moc i potęgę… Co zatem robić? Może posłuchajmy świadectwa tych, którzy Go już „widzieli” i prośmy o łaskę spotkania z… Życiem.