A nagle zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała wodą. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” On, powstawszy, zgromił wicher i rzekł do jeziora: „Milcz, ucisz się!” Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże brak wam wiary!” Oni zlękli się bardzo i mówili między sobą: „Kim On jest właściwie, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?”

 

Dlaczego dziwi się towarzyszom tej niebezpiecznej przeprawy? Ilu z nas nie krzyknęłoby owego „ratuj”? A może Jezus nie zdziwił się lękiem przed utratą życia w odmętach wzburzonej wody. Może niejako oniemiał, widząc bojaźń, którą On wzbudził, uciszając burzę? Uczniowie byli już świadkami uciszenia złych duchów, czemu więc przestraszyli się Jezusa, który poradził sobie z gwałtownym wichrem i wzburzonymi falami? Dlaczego uczniowie zlękli się i to bardzo?

Kiedy w naszych sercach rodzi się strach przed, czy wobec Boga? Czy to uczucie powinno się w ogóle pojawiać wobec Tego, który jest dobry, który ratuje nasze życie? A może zapytać się inaczej: jak bardzo ufam Bogu? czy zawierzyłem Mu swoje życie?