Uczniowie przystąpili do Jezusa, pytając: "Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?" On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: "Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. A kto by jedno takie dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje. Baczcie, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie. Jak wam się zdaje? Jeśli ktoś posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich, to czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się błąka? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło nawet jedno z tych małych".

 

Jak widzicie, dziś mamy Ewangelię o dzieciach :) Jezus kolejny raz każe nam, dorosłym, brać przykład z dziecka. Mamy być tak ufni i radośni, jak tylko potrafią to dzieci.

Jaka zaś płynie stąd nauka dla Was? Byście jak najdłużej, jak najlepiej zachowali te cechy. By Wasza ufność i wiara w Boga Ojca były tak silne jak zaufanie, które macie wobec swoich ziemskich rodziców, jak wiara w ich słowa i obietnice.

Chciałbym jednak jeszcze zwrócić Waszą uwagę na końcową część dzisiejszego czytania. Jezus kolejny już raz daje nam przykład swej wielkiej miłości do nas. Nasz Pan porównuje nas do owiec, a siebie do pasterza. Co robi pasterz, gdy zaginie mu jedna ze stu owiec? Zostawia pozostałe i idzie szukać właśnie tej jednej.

Każdy z nas dzięki temu może być pewny, że gdy pobłądzi w swoim życiu (np. z powodu grzechu czy braku miłości), Jezus nie zostawi go samego. Będzie nas szukał, bo będzie chciał nas uratować. Takiego właśnie mamy Boga. Dla Niego liczy się każda, nawet najmniejsza, owieczka.