Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was miłował jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Pamiętajcie na słowo, które do was powiedziałem: "Sługa nie jest większy od swego pana". Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać. Ale to wszystko wam będą czynić z powodu mego imienia, bo nie znają Tego, który Mnie posłał”.

 

Świat, w którym żyjemy, ma trzy wymiary: wysokość, długość, szerokość. Funkcjonujemy także w czasie, który postrzegamy jako linię. Nasz Bóg jest ponad czasem. Patrzy ponad wszelkie wymiary, ma w nie wgląd i widzi więcej, niż my jesteśmy w stanie zobaczyć. To niejako tak, jak byśmy stali na wysokiej górze i ogarniali swym wzrokiem cały horyzont. Inaczej widzi to samo miejsce człowiek, który znajduje się kilkaset metrów niżej.

Bóg poprzez swego Syna objawia nam swój punkt patrzenia na życie, innych ludzi, śmierć, cierpienie, miłość. Jest to spojrzenie piękne, ale czasami może się wydawać surowe bądź kontrowersyjne, bo wydaje się nam, że Bóg chce nam coś odebrać, a tak naprawdę On pragnie naszego szczęścia, naszego dobra. Jeżeli zaufamy Bogu, jeżeli raz doświadczymy smaku prawdy, otworzymy na nią oczy, nie będziemy chcieli wracać do dawnych przyzwyczajeń, zakłamań i lęków. Wiara pozwala nam patrzeć właśnie w ten sposób – oczami Boga.

Co się jednak dzieje, gdy spotykamy człowieka z „nizin” i chcemy mu opowiedzieć, co „widzimy”, czego doświadczamy? Możemy spotkać się z niezrozumieniem, mogą pojawić się konflikty, może nawet dojść do prześladowań. Nie każdy jest w stanie znieść prawdę. Nie każdy jest gotowy, by ją przyjąć. Niekiedy wręcz świadomie ją odrzuca. Naszym jednak obowiązkiem jako tych, którzy doświadczyli łaski wiary, jest przekazywanie tego skarbu dalej. Jest to każdorazowo trudne i wymagające. Może doprowadzić do niezrozumienia, odrzucenia.

Jednak pamiętajmy, kto stoi przy nas. Chrystus utorował nam drogę. Trudną i ciernistą, ale także piękną i sensowną. Nie zapominajmy jednak, że sensowną jedynie wówczas, gdy głosimy Chrystusa nie dla zasady, ale z żywej miłości – tylko wtedy przyniesie nam to owoc zmartwychwstania i pomoże znieść każde cierpienie związane z głoszeniem Ewangelii.