Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. A kto by jedno takie dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje. Baczcie, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie. Jak wam się zdaje? Jeśli ktoś posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich, to czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się błąka? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło nawet jedno z tych małych".

 

Dlaczego łatwiej pytać nam o wielkość niż o małość? Dlaczego bardziej interesuje nas to, co wyeksponowane, niż to, co ukryte? Czy faktycznie bliżej nam by stawać na świeczniku niż żyć w skrytości dnia codziennego?

Po spotkaniu człowieka ze złem, kiedy zaufał mu bardziej niż Bogu, zaciemnione i zakrzywione zostało w nas to, co umiłował Bóg. Jednak nie zostało zniszczone. Pytanie Apostołów o wielkość w królestwie niebieskim jest pytaniem o to, co w nim najważniejsze. I choć zapewne nie takiej odpowiedzi się spodziewał, to jednak przybliża ich ona do tego, co z Boga.

Ważne, byśmy nie bali się pytać, szukać i dociekać, by odnaleźć Boga. Tylko bowiem tak zobaczymy, że to, co największe bardzo często nie jest najważniejsze, a to, co małe ma ogromne znaczenie. "Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu" (Rz 12,2).