Przełożeni i starsi, i uczeni, widząc odwagę Piotra i Jana, a dowiedziawszy się, że są oni ludźmi nieuczonymi i prostymi, dziwili się. Rozpoznawali w nich też towarzyszy Jezusa. A widząc nadto, że stoi z nimi uzdrowiony człowiek, nie znajdowali odpowiedzi. Kazali więc im wyjść z sali Sanhedrynu i naradzali się między sobą: "Co mamy zrobić z tymi ludźmi? Bo dokonali jawnego znaku, oczywistego dla wszystkich mieszkańców Jeruzalem. Przecież temu nie możemy zaprzeczyć. Aby jednak nie szerzyło się to wśród ludu, surowo zabrońmy im przemawiać do kogokolwiek w to imię!" Przywołali ich potem i zakazali im w ogóle przemawiać i nauczać w imię Jezusa. Lecz Piotr i Jan odpowiedzieli: "Rozsądźcie, czy słuszne jest w oczach Bożych bardziej słuchać was niż Boga? Bo my nie możemy nie mówić tego, co widzieliśmy i słyszeliśmy". Oni zaś ponowili groźby, a nie znajdując żadnej podstawy do wymierzenia im kary, wypuścili ich ze względu na lud, bo wszyscy wielbili Boga z powodu tego, co się stało.

 

Czy nie brakuje nam odwagi do rzeczywistego świadczenia o tym, że Chrystus zmartwychwstał i żyje? Czy w naszym byciu chrześcijaninem potrafimy walczyć o prawdę, nawet kosztem swojego bezpieczeństwa?

Współczesny chrześcijanin niestety dość często zapomina o tym, że jego powinnością jest nieustanna gotowość do dawania świadectwa o Chrystusie. Ale by to głoszenie i świadczenie mogło być możliwe, trzeba być blisko Boga, trzeba ciągle budować intensywną relację z Jezusem.

Nie pozwólmy, by w naszych codziennych wyborach dominowała asekuracja, bierność, wycofanie…

Niech Bóg ma takie miejsce w naszym życiu, jakie powinien mieć!