„Dasz radę. Ostatnia rozmowa” to książka, w której ks. Jan Kaczkowski rozmawia z Joanną Podsadecką i odpowiada na pytania internautów, którzy przysłali je w ramach akcji portalu Deon.pl „Wszystko co chcielibyście wiedzieć od księdza, ale baliście się zapytać”.

Ta książka to wiele praktycznych podpowiedzi. Ks. Jan radzi np. jak zachowywać się wobec ludzi chorych, gdy nie wiemy, jak to należy robić. „Pozwólcie osobom chorym przeprowadzić się przez ten trudny czas” – to rada generalna, a szczegółowa: „Wyznajcie szczerze: nie wiem, jak z tobą rozmawiać. Nie chciałbym palnąć czegoś głupiego. Powiedz, jakich pytań ci nie zadawać”. I rada szczególna: „Przede wszystkim trzeba się przytulać. Przytulanie jest bardzo ważne”. W innym miejscu ks. Jan dodaje, że ważniejsze od mówienia „będzie dobrze” jest powiedzenie choremu: „Nie bój się. Jesteś mi bliska. Zrobię wszystko, żeby przy tobie być. Możesz na mnie liczyć, nawet kiedy sytuacja przybierze ponury, niekorzystny obrót”.

Ks. Jan często towarzyszył ludziom umierającym; był obecny pewnie przy setkach śmierci. W czasie jednego z programów telewizyjnych występował z kobietą, która nazwała siebie „coachem szczęścia”, więc on wtedy określił siebie jako „coacha dobrej śmierci”. „Mam niszową profesję” – mówi w swoim stylu ks. Kaczkowski.

Na pytanie, komu łatwiej odchodzi się z tego świata – wierzącym czy niewierzącym, odpowiada, że łatwiej umiera się tym, którzy kochali. „Jeśli uporządkowałeś to, co trzeba, nie ma w Tobie kurczowego trzymania się życia” – twierdzi. A czym jest dobra śmierć? „To jest odejście w zgodzie z sobą, z Panem Bogiem i z ludźmi, a także ze światem, który się opuszcza” – odpowiada.

Na list od kobiety, które opisuje śmierć swojego ojca ks. Jan odpowiada z podziwem, że kobieta nie załamała się w tak ciężkiej chwili. „Chciałbym Panią mocno chwycić za rękę, może nawet przytulić, jeśli nie odrzuci Pani mojego przytulenia. I dodać wiary, że ze śmiercią fizyczną nic się nie kończy”. Bliskość i czułość. Ks. Jan chce, żeby to właśnie bliskość i czułość „wybijały się w jego mówieniu”. Wydaje się być w tym bardzo podobny do papieża Franciszka…

***

Ks. Jan nie zabiera głosu we wszystkich możliwych kwestiach. Potrafi przyznać, że czegoś nie wie, albo nie ma pojęcia, jak coś zmienić w Kościele. Jeden z maili od czytelników dotyczył ludzi młodych, dla których bierzmowanie staje się „oficjalnym pożegnaniem z Kościołem, i to jeszcze w obecności biskupa”. „To smutne, nie wiem, jak to zmienić” – odpowiada ks. Jan. To smutne, że Go już nie ma, bo wydaje się, że jego doświadczenie, setki duszpasterskich rozmów pewnie dałyby w bliskim czasie Kościołowi odpowiedź i na to pytanie.

Ale są też odpowiedzi bardzo mocno wchodzące w dzisiejszą debatę społeczną i do tego bardzo kategoryczne. Na pytanie, czy jako bioetyk może powiedzieć, że użycie pigułki „72 godziny po” jest równoznaczne z dokonaniem aborcji, ks. Kaczkowski odpowiada twierdząco. „Ci, którzy twierdzą inaczej, są poza współczesną bioetyką” – mówi. 

Ks. Jan przyznaje też, że jego rady czy podpowiedzi padają z perspektywy człowieka stojącego na zewnątrz, obok jakiegoś problemu a nie w samym jego centrum, jak ludzie, których on dotyczy. „Wobec ważnych problemów etycznych zawsze w głębi serca pozostajemy samotni”.

***

Odpowiedzi ks. Jana oczywiście nie mogły być pozbawione jego poczucia humoru, choć zawsze z szacunkiem do człowieka, któremu ich udzielał. Jakiś licealista myślał o kapłaństwie, ale – jak sam mówił – brakowało mu rzeczywistego potwierdzenia, że Pan Bóg tego od niego chce. „Czy oczekuje Pan na anioła z nieba, który palnie Pana skrzydłem i powie: „Teraz pójdź za mną”? To jest oczekiwanie nierealne, bo Pan Bóg nie działa tak płasko w codzienności. Na pewno nie zdarzy się tak, że jakieś nadprzyrodzone zdarzenie pociągnie Pana do furty seminaryjnej” – odpowiadał ks. Kaczkowski.

W innym miejscu pytany jest, czy ważna jest dla niego sztuka. „Tak, bardzo ważna jest dla mnie sztuka mięsa” – żartuje, choć szybko wraca do rzeczowej odpowiedzi o pięknie. Gdy zarzuca mu się tzw. parcie na szkło odpowiada, że ma parcie głównie na drewno – sosnowy lub dębowy garniturek.

***

Charakter książki (pytania od czytelników) sprawił, że ks. Jan niewiele mówi wprost o sobie samym, choć podpytywany przez Joannę Podsadecką zdradza np. czego lubi słuchać (Lao Che, Luxtorpeda, Leszek Możdżer, Beethoven, Bach, Mozart; ks. Jan przyznaje, że słucha też Listy Przebojów radiowej Trójki, ale także cisza bardzo go inspiruje) albo jakie filmy utkwiły mu w pamięci („Pora umierać” Doroty Kędzierzawskiej, „Motyl i skafander”, „Dekalog”); mówi także na jaki film czeka – chodzi o obraz na podstawie ulubionej książki ks. Jana – „Człowiek w poszukiwaniu sensu” Frankla.

***

Osobiście odkryłem w odpowiedziach ks. Jana wiele cennych dla mnie myśli – nowych, zaskakujących, inspirujących.

Jedną z nich jest obalenie mitu polskiej gościnności przez „rozbrojenie” samego tego słowa. Wg ks. Jana słowo „gościnność” pochodzi od dwóch słów: „gość” i „inność”, stąd gościć można tylko innych, gościnność nie odnosi się do ludzi tożsamych z nami. „Jeśli nie zaczniemy być otwarci na innych, to możemy ten pusty talerz przygotowany na stół wigilijny wyrzucić przez okno” – mówi ks. Kaczkowski.

Inna rzecz dotyczy sfery ściśle religijnej, sakramentalnej. W części dotyczącej oceny moralnej niektórych zachowań takich jak masturbacja, antykoncepcja, in vitro ks. Kaczkowski pytany jest o swoje doświadczenia z konfesjonału. Mówi, że nigdy nikomu nie zatrzymał rozgrzeszenia, ale odroczył je w czasie. Genialne dla zrozumienia takiego działania w konfesjonale jest odwrócenie perspektywy, które stosuje ks. Jan. „Często ludziom bardzo pomaga uświadomienie, że to nie ja jestem właścicielem rozgrzeszenia: „To ty na dzisiaj nie spełniasz warunków jego godnego przyjęcia. Może więc ten czas, który sobie wspólnie zaproponujemy, będzie czasem na refleksję” – mówi. Zmiana perspektywy – to nie kapłan nie daje, ale penitent nie jest w stanie otrzymać, czy raczej ważnie przyjąć rozgrzeszenia.

Poza byciem „coachem dobrej śmierci” ks. Jan nie przestał być też „mówcą motywacyjnym”. To w tych kategoriach można postrzegać całą książkę, która nosi przecież tytuł „Dasz radę”, ale mnie szczególnie motywuje jeden akapit: „Zapytać siebie: „Czemu taki zwykły wtorek jak dziś nie może być momentem przełomowym w moim życiu?”. Mamy prawo do zwykłych, mistycznych wtorków. Ja taki kiedyś miałem. Najzwyczajniejszy dzień, który nie zapowiadał przełomu. Dajmy sobie szansę. Umówmy się na coś z naszym życiem, przecież jesteśmy sprawczy. Zmieńmy to, co nas uwiera. Spełnijmy marzenie. Zróbmy to, na co nam wcześniej nie starczało odwagi”.

***

„Chciałbym zostać zapamiętany z moją miłością do Mszy Świętej, do kapłaństwa. Jako głęboko wierzący ksiądz, a nie skostniały palant. Przebić się z przekazem, że nikim nie wolno pogardzać, a słowa Chrystusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”, należy traktować dosłownie, bez wykluczania kogokolwiek”. Księże Janie, myślę, że takiego Cię właśnie zapamiętamy.

***

Ks. Jan Kaczkowski, Joanna Podsadeck, Dasz radę. Ostatnia rozmowa, wydawnictwo WAM, Kraków 2016