W tym czasie przyszli jacyś ludzie i donieśli Jezusowi o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: "Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, iż to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jeruzalem? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie". I opowiedział im następującą przypowieść: "Pewien człowiek miał zasadzony w swojej winnicy figowiec; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym figowcu, a nie znajduję. Wytnij go, po co jeszcze ziemię wyjaławia?” Lecz on mu odpowiedział: „Panie, jeszcze na ten rok go pozostaw, aż okopię go i obłożę nawozem; i może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz go wyciąć”.

 

Nieraz spotykamy się ze stwierdzeniem: „masz ostatnią szansę”. To hasło może kojarzyć nam się z jakimś teleturniejem, grą, rywalizacją. Ktoś wykorzysta tę ostatnią możliwość, a ktoś niestety nie. Brzmi to niepokojąco, a nawet groźnie. Co będzie ze mną dalej?

W dzisiejszej Ewangelii pojawia się prośba o tę jeszcze jedną, można dodać - ostatnią, szansę. Szansę na to, by wydać owoc.

Przypominają mi się słowa papieża Franciszka, że Pan Bóg nigdy nie męczy się przebaczaniem naszych win i okazywaniem nam swojego miłosierdzia. Czy skorzystałem już z tej szansy?