Jezus powiedział do ludu: "Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał. Jest wolą Tego, który Mnie posłał, abym nic nie stracił z tego wszystkiego, co Mi dał, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym".

 

Ostre są słowa Jezusa: Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Zapewne możemy je odnieść do siebie, bo zdarzają się w życiu chwile, kiedy chcielibyśmy, jak apostołowie ujrzeć na własne oczy Jezusa, usłyszeć Jego głos… Ale na dobrą sprawę i apostołowie mieli z wiarą problem – widzieli i słyszeli, ale to nie czyniło ich wiary większą czy silniejszą! Więc i my nie musimy popadać w smutek, że żyjemy dzisiaj, a nie dwa tysiące lat temu… Żeby spotkać się z Bogiem potrzeba wiary, a ta opiera się na zaufaniu Bożym poleceniom i posłusznym ich podejmowaniu w życiu.

Może warto się zastanowić, jakie miejsce ma Słowo Boże w moim życiu, przy okazji trwającego tygodnia Biblijnego? Mam czas na oglądanie i słuchanie różności – czy umiem "tracić czas" na spotkanie z Bogiem w Jego Słowie?