Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata z domu i nie szuka staranne, aż ją znajdzie. A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam. Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca.

 

Jest coś zastanawiającego w postawie pasterza, który zostawia całe stado owiec, a szuka jednej zaginionej. Kiedy patrzy się na to wydarzenie z perspektywy zostawionych dziewięćdziesięciu dziewięciu, to z łatwością można wysnuć oskarżenie w stylu: on je porzucił, nie interesuje się nimi, nie obchodzą go...     

Tylko analiza tej przypowieści w kontekście dalszych skutków doprowadzi do poważniejszych wniosków. Przecież gdyby pasterz nie szukał zagubionej, to żadna z tych dziewięćdziesięciu dziewięciu nie mogłaby czuć się bezpieczna. Żadna z tych owiec nie mogłaby być pewna, że pasterz stanąłby w jej obronie w sytuacji zagrożenia albo, że odszukałby ją, gdyby zaginęła.

Okazuje się więc, że wyprowadzenie na pustynię oraz poczucie oddalenia od Pana nie jest wcale wyrazem porzucenia przez Niego. Czasem jest  dowodem jeszcze większej miłości, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.

 

Zobacz >>Aktualności<< Radia Profeto - bieżące informacje o audycjach i transmisjach na naszej antenie.