Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie".

 

Wdrożenie ewangelii w życie codzienne jest niesamowicie trudne”. Jestem przekonany, że to zdanie otrzymałoby dużo "lajków" i aprobaty. Dlaczego? Bo to zdanie jest po prostu prawdziwe, a do tego przy wielu wypowiedziach Jezusa mamy bardzo cienką granicę znaczeniową. Np. „nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni”, ale „gdy twój brat zgrzeszy, idź i upomnij go”. Przecież z grzechem mojego brata jest też związana ocena np. źle robi, muszę go upomnieć. Mam kogoś upomnieć za jego grzeszne, nieewangeliczne zachowanie, mam przebaczyć, jeśli ono mnie rani, a do tego mam nie sądzić, ale tylko „ocenić na sucho”. Łatwo nie jest…

A z racji, że jak napisałem wyżej, granice są bardzo cienkie i subtelne, coraz częściej mamy do czynienie z permisywizmem wobec złych, grzesznych zachowań moralnych. Bardzo wielu ludzi mówi „ja nie jestem też idealny”, „sam jestem słaby”, „jakie mam prawo do tego?”, „każdy może robić, co jest zgodne z jego sumieniem”, „nie mogę oceniać, bo to tylko pozory” itd., no i po prostu robi się nam bałagan! Mało kto już mówi prawdę „prosto w oczy”. Ciągle „owija się w bawełnę”, prawie nic nie jest oczywiste, tylko wiele „zależy od człowieka”. Czy Panu Jezusowi o to chodziło, kiedy wypowiadał zdania zapisane w dzisiejszej ewangelii?