Jezus powiedział do swoich uczniów: "Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie".

 

Po niedzieli, w której zatrzymaliśmy się, by kontemplować przemienionego Chrystusa, by dać się olśnić Jego Bóstwem, by adorować Jego tożsamość, dziś jesteśmy znów (może nawet boleśnie) sprowadzeni do konkretu. Można by znowu oddać streszczenie dzisiejszej Ewangelii za pomocą bezokoliczników: „być miłosiernym”, „nie sądzić”, „nie potępiać”, „odpuszczać”, „dawać”, ale to nie są bezokoliczniki.

Okoliczność jest bardzo konkretna: „Jezus powiedział do swoich apostołów…”, czyli do każdego osobiście, do wybranych, do całej tworzącej się nowej wspólnoty. Bezokolicznik daje poczucie anonimowości. Pod bezokolicznikiem łatwo jest się podpisać, rozwodzić nad nim, mówić o jego wartości i znaczeniu. Ale jak jest z konkretnym wezwaniem skierowanym do nas...: „bądźcie”, „nie sądźcie”, „nie potępiajcie”, „dawajcie” – WY..., Moi uczniowie, wy, którzy mówicie, że jestem dla was ważny, drogi, którzy nazywacie mnie Mistrzem i Panem? Jakie znaczenie będą miały te słowa dla mojego dzisiaj?