Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr; dalej Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, którym nadał przydomek Boanerges, to znaczy synowie gromu; dalej Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał.

 

Powołanie Dwunastu. Cóż może być w tym nadzwyczajnego? Przyzwyczailiśmy się do tego „słodkiego” wyboru Apostołów. Znamy ich imiona, wiemy ogólnie czym się zajmowali. Wczytując się w kolejne strony Biblii poznamy ich słabości, braki. Po co zatem dodatkowy opis ich powołania? Powiem więcej: to drugi opis, a będą jeszcze kolejne dwa, o których powie św. Marek. Pierwsze powołanie nastąpi nad Jeziorem Galilejskim (Mk 1, 16-20), drugie to opisane powyżej (Mk 3, 13-19). Trzecie związanie będzie z rozesłaniem Dwunastu (Mk 6, 7nn), a czwarte będzie nakreślało warunki bycia uczniem Jezusa (Mk 8, 43nn). Po co zatem św. Marek Ewangelista zastanawia się aż tyle razy nad powołaniem do bycia Apostołem? Chce pokazać, że Apostołem człowiek staje się w określonej jednostce czasu. Nie przychodzi ono od razu, ale jest progresywne. 

To, co wyróżnia to „drugie powołanie”, to zapewne pewne detale i szczegóły, na które warto zwrócić uwagę, rozważając każde powołanie do bycia uczniem. Mistrz z Nazaretu przed wyborem wychodzi na górę. Góra – symbol bliskości i obecności Pana Boga. To tutaj dokonuje się spotkanie przyszłych Apostołów i Boga. Jezus pragnie, aby i oni poczuli bliskość i czułość Boga. Bycie uczniem to nieustanne poczucie bliskości i miłości Boga. Może warto w tym miejscu odpowiedzieć na pytanie: czy czujesz/czuję nieustanną obecność Boga w życiu? Każdy z nas został kiedyś powołany do życia w bliskości i zażyłości z Bogiem, na niezwykłej górze w sakramencie chrztu świętego.

Jezus przywołuje do siebie, na górę tych których chciał, których pokochał. Bardzo różnych ludzi pod wieloma względami. Na pewno z wieloma brakami. Jednak oni w Jego rękach, niczym glina w rękach artysty, zostają powoli uformowani. Zapewne każdy z nich zdawał sobie sprawę ze swoich słabości i niedoskonałości. Może też mieli obawy, że sobie nie poradzą, nie podołają przyszłym zadaniom. Pomimo tego, podchodzą. Wchodzą na górę, chcą być blisko Boga. Dopiero na jej szczycie następuje „ustanowienie”. Zwykli mężczyźni „rodzą się” dla Ewangelii. Stają się apostołami, czyli wysłannikami, posłańcami. Zanim poznamy imiona wszystkich, Jezus określi najważniejsze zadanie, które mają czynić. I tu proszę o uwagę. Jezus nie chce mieć tylko cudotwórców, biegających z miasta do miasta uzdrowicieli. On chce ich mieć! Po prostu. Jezus pragnie, „aby Mu towarzyszyli”. Ot, właśnie to. Pierwszym zadaniem ucznia jest towarzyszenie Jezusowi. Jest bycie z Nim. Chrześcijaństwo jest dotrzymywaniem towarzystwa Jezusowi, jak osoby z osobą. I przyszła pora na kolejne pytanie: jesteś każdego dnia przy Jezusie? Dotrzymujesz Mu towarzystwa? W święta Bożego Narodzenia czy podczas Wielkanocy może łatwiej, ale na co dzień. Oj, pewnie nie wygląda to zbyt różowo. 

Być z Jezusem i trwać z Nim oznacza słuchać Go i patrzeć na Niego. To chodzić z Nim każdego dnia w tym samym kierunku. To bycie z Jezusem jest nie tyle punktem docelowym, ile punktem wyjścia do coraz doskonalszego naśladowania. 

Dopiero trwanie przy Jezusie pozwala podjąć kolejne zadania, jakimi są głoszenie słowa i nauczanie oraz wypędzanie złych duchów. Uczeń Jezusa, aby mógł skutecznie nauczać, czynić znaki i cuda musi trwać przy Jezusie. To fundament i podstawa. W pierwszej kolejności odnosi się to do nas księży. Jeżeli chcemy jak najlepiej pełnić posługę kapłańską, musimy trwać przy Jezusie i z Jezusem, a dopiero potem ma nastąpić głoszenie. Ale podobnie rzecz się ma i z wiernymi. Jeżeli chcą być autentycznymi uczniami Jezusa, muszą przy Nim trwać. 

Bóg nas doskonale zna, tak jak znał swoich Apostołów. Jedni niestali w wierze, inni wątpiący, czasem zazdrośni, a nawet skłonni do zdrady. Zobacz. Jezusowi to nie przeszkadzało. Nie wybierał też tych najinteligentniejszych, najmądrzejszych, najpiękniejszych. Powołał tych, których kochał. Bóg nas także przed laty pokochał. Zapragnął, abyśmy zaistnieli w tym świecie i pełnili Jego wolę. Chcąc być wiernym temu powołaniu musimy trwać mocno przy Jezusie. Aby nasze przepowiadanie nabrało mocy uświęcania innych, musi być oparte na ciągłym trwaniu przy Bogu.