A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: „Pokój wam!” Następnie rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. Tomasz Mu odpowiedział: „Pan mój i Bóg mój!” Powiedział mu Jezus: „Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.

 

Jak różne bywają spotkania z drugim człowiekiem przekonujemy się nieustannie. Czasami bardzo zabiegamy o spotkanie z kimś. Czy jednak zawsze po doświadczeniu obecności drugiego człowieka czujemy pokój w sercu? Na pewno bywają takie momenty.

Jednakże czasami mamy zamiennik. Zamiast Bożego pokoju bywa tak zwany święty spokój. Charakteryzuje się on mało twórczym i czasami nieco nieszczerym spotkaniem, po którym pozostaje co najmniej mały niesmak.

Gdy Jezus staje przed człowiekiem to nigdy nie przychodzi z pustymi dłońmi. Zawsze coś w swojej miłości ofiarowuje.

Przyjść do drugiego człowieka nie z deklaracją wiary, ale z osobistym doświadczeniem bliskości Jezusa. I pozostawić po takim spotkaniu zapach Jego obecności. To nie utopia, lecz zadanie i zaproszenie.

Stawać się ambasadorami Bożego pokoju. W ostatnim czasie doświadczyłem wiele zła od jednego z kapłanów. I w tym samym czasie spotkałem lekarza, będącego zdeklarowanym ateistą. I to On mi powiedział takie słowa: warto żyć tak, aby inni tęsknili za tobą.