Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, nie mógł jednak pozostać w ukryciu. Zaraz bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, padła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka z pochodzenia, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki. I powiedział do niej Jezus: "Pozwól wpierw nasycić się dzieciom, bo niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom". Ona Mu odparła: "Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jedzą okruszyny po dzieciach". On jej rzekł: "Przez wzgląd na te słowa idź; zły duch opuścił twoją córkę". Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku; a zły duch wyszedł.

 

Głęboka wiara prostej kobiety, Syrofenicjanki, przyczynia się do uwolnienia, duchowego uzdrowienia jej córki. Jezus Chrystus pokazuje przy tym, że Ewangelia skierowana jest do każdego człowieka. Istnieje bowiem pokusa, aby dzielić ludzi na tych „lepszych” i tych „gorszych”, „bliskich” i „dalekich”, tych „moich” i „nie moich”.

Nasze chrześcijańskie życie i posłannictwo w Kościele oraz w świecie posiada wymiar uniwersalny. A zatem nie wolno nam dzielić ludzi na różne kategorie. Wystarczy, że dzieli ich duch tego świata. Zbawiciel przyszedł i wciąż przychodzi, aby wszystkich zgromadzić w jedno. Nasze życie, życie Jego uczniów, ma być znakiem jedności, a więc i posługą uwalniania od zła.

Doświadczam tego, że Pan Jezus wychodzi naprzeciw każdego bez wyjątku człowieka. Warto, abym dzisiaj zapytał sam siebie: czy ja jestem znakiem jedności opartej na miłości? Czy ja czynię podobnie jak On? Co ogranicza moje działanie – czyżby słaba wiara?

Panie Jezu, gdy w tej chwili „wracam do domu” mojego serca, dopomóż mi, abym i ja „zastał” je w największym porządku, aby to, co słabe i grzeszne, z niego „wyszło” – Twoją mocą.