W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.

 

Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy obciążeni i utrudzeni jesteście, a Ja was pokrzepię… Pokrzepię, a nie wdepczę w ziemię, jak wielu powszechnie rozumie Bożą interwencję w swoje życie.

A czymże to współczesny człowiek może być utrudzony i obciążony?

Zwykle tego typu określenia kojarzymy z czynnikami zewnętrznymi. A czy przypadkiem nie jesteśmy utrudzeni  i obciążeni najbardziej sami sobą? Wydaje się, że właśnie o tego typu obciążeniu mówił Jezus w pierwszej kolejności. Nie przyszedł wyzwalać z ucisku ekonomicznego czy politycznego, ale właśnie tego, który nierzadko sami sobie fundujemy.

Po latach uciekania od Jego jarzma i brzemienia, szukania na własną ręką, po omacku nasze biedne, skołatane dusze rzeczywiście potrzebują ukojenia! Jezus zdaje się doskonale o tym wiedzieć. Amen.