Głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy, lecz ogień, wiatr, powietrze chyże, gwiazdy dokoła, wodę burzliwą lub światła niebieskie uznali za bóstwa, które rządzą światem. Jeśli urzeczeni ich pięknem wzięli je za bóstwa, winni byli poznać, o ile wspanialszy jest ich Władca, stworzył je bowiem Twórca piękności; a jeśli ich moc i działanie wprawiły ich w podziw, winni byli z nich poznać, o ile jest potężniejszy Ten, kto je uczynił. Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę. Ci jednak na mniejszą zasługują naganę, bo wprawdzie błądzą, ale Boga szukają i pragną Go znaleźć. Obracają się wśród Jego dzieł, badają i ulegają pozorom, bo piękne to, na co patrzą. Ale i oni nie są bez winy: jeśli się bowiem zdobyli na tyle wiedzy, by móc ogarnąć wszechświat, jakże nie mogli rychlej znaleźć jego Pana?

 

Wydaje mi się, że Kościół coraz częściej stoi na straży tego, co naturalne. W ten sposób broni wiary.

Kościół wskazuje za nauką, że w łonie kobiety jest dziecko.

Kościół poucza, że zawsze kobieta to kobieta, a mężczyzna to mężczyzna. 

Kościół, patrząc na świat, mówi, że za tym wszystkim stoi Bóg.

Dlaczego więc człowiek w swojej pysze neguje to wszystko i sam tworzy rzeczywistość na miarę siebie?

Czy jednak nie warto w tym wszystkim poszukać Boga?